Następnego
dnia
*Daniel*
Eri
nie przyszła na śniadanie. Od naszej wieczornej kłótni, jej nie
widziałem. Wiele osób się na mnie patrzyło. Od Percy'ego
wiedziałem, że ponad połowa obozu słyszała nasza wczorajszą
kłótnie. Wiedziałem, iż moje ostatnie słowa mocno zraniły Eri,
która wciąż miała nadzieję na powrót do dawnego spokojnego
życia, jednak nie miałem wyrzutów sumienia. One też przesadziła.
Wracając do domku, przed drzwiami zauważyłem leżące rzeczy. Gdy
podszedłem bliżej rozpoznałem w nich swój plecak, miecz i jeszcze
jakąś torbę. Na nich spoczywała karteczka zapisana ręką Eri,
„Od tej chwili już tu nie mieszkasz. To są wszystkie twoje
rzeczy.
Wprowadź się do Zeusa albo Nike.
Eri”
Chwilę
gapiłem się oniemiały na karteczkę, po czym spróbowałem
otworzyć drzwi. Były zamknięte na cztery spusty. Zezłoszczony
złapałem plecak, miecz oraz torbę i ruszyłem w kierunku 1. Po
drodze spotkałem Ninę, wychodząca właśnie z 3.
- Hej Daniel,
po co ci te rzeczy?
- Eri wyrzuciła mnie z domku. - powiedziałem
podając dziewczynie liścik od jej siostry.
- No cóż... -
powiedziała czytając. - Nie dziwię się jej.
- Czemu?
- Zbyt
miły to ty dla nie wczoraj nie byłeś.
- Ty też to słyszałaś?
Wszystko? - przestraszyłem się czy przypadkiem nie usłyszała
również jak mówię, że byłą błędem, nie chciał bym jej
również zranić.
- Wiesz co, sądzę że na tym obozie nie ma
osoby, która o tym nie wie.
- Super. - powiedziałem
sarkastycznie. - Zawsze o tym marzyłem. I pewnie większość
obozowiczów uważa, że jestem okrutnym draniem, co?
- Czy ja
wiem? Nie wydaje mi się, żeby było aż tak źle. Na przykład
dzieci Aresa bardzo się cieszą. Twierdzą, że postąpiłeś
świetnie.
- Tia, bo zawsze chciałem żeby to dzieci Aresa
powiedziały, że zrobiłem coś dobrze. Ale dzięki, że próbujesz
mnie pocieszyć.
- Zawsze do usług. Dobra idę. Percy wyznaczył
nam ćwiczenia na arenie za 30 minut.
- Pa Ninuś.
Wniosłem
wszystkie swoje rzeczy do domku. Wystrój zmienił się odkąd byłem
tu ostatnim razem. Na prośbę Thalii dorobiono tu łazienkę i
dodano ozdoby. Sufit nadal był mapą nieba, ale ściany przemalowano
na granatowo-złoto, wstawiono łóżka z baldachimami, wielkie
błękitne szafy z malunkami chmur, złote biurka i błękitne
kanapy. Na środku domku nadal stał wielki posąg Zeusa, ale w
udekorowanym wnętrzu nie był już taki przerażający. Rzuciłem
swoje rzeczy w nogi najbliższego łóżka. Pościel byłą delikatna
w dotyku, wyszywana w złote gwiazdy. Domek był urządzony z
przepychem. Przytłaczały mnie barwy, wszystko było granatowe,
złote lub białe. Kompletnie inaczej niż w 21, gdzie Eri wszystkie
pokoje urządziła w różnej kolorystyce.
„Długo to ja tutaj
nie wytrzymam” pomyślałem.
Wziąłem miecz i ruszyłem
potrenować na arenie.
***
*Nico*
Słyszałem
kłótnię Eri i Daniela. Nie wiem jak on mógł ją tak potraktować,
to było okropne. Ze złością kopnąłem kamyk leżący pod moimi
stopami. Z głuchym dźwiękiem uderzył w coś innego. Podniosłem
wzrok i niezadowolony pokręciłem głową. Każdy dostrzeże, że
jestem wściekły. Wokół mnie nie było żadnej rośliny tylko
poczerniała ziemia. „Nie lubię tego, zawsze jak się wściekam,
to moje otoczenie tak wygląda.” pomyślałem.
-
Nico? - podniosłem wzrok. Przede mną stał Percy. - Wszystko w
porządku?
- A co? Aż tak źle wyglądam? - próbowałem być
zabawny, niestety wyszło mi to zbyt sarkastycznie.
Percy tylko
pokręcił głową.
- Nico, stary, znam cię o 4 lat. Wiem, że
Eri ci się podoba, o to chodzi, tak? Dlatego jesteś taki nerwowy?
Próbowałem nie reagować, ale nie wytrzymałem.
-
Może jeszcze mi powiesz, że cały obóz o tym wiesz? - zapytałem
opryskliwie.
Nico,
daj spokój.
-
Wymyśl coś lepszego. Jak mam być spojony, gdy jakiś debil rani
najpiękniejsza i najcudowniejszą dziewczynę, bo woli jakąś
córeczkę Posejdona? Daniel jest nienormalny i głupi.
-
Przeszkadza co, że Nina jest moją siostrą? - w oczach Percy'ego
widziałem, że przesadziłem.
-
Powiedziałem coś takiego?
-
Nazwałeś ją „córeczką Posejdona”.
-
No i?
-
Eri też jest córką Posejdona.
-
Wiem o tym. Nie musisz mi mówić.
-
To czemu obrażasz dzieci Posejdona?
-
Nie o to mi chodziło. Eri jest wyjątkowa, a Daniel okazał się za
wielkim kretynem by to zauważyć.
-
Nie musisz z tego powodu obrażać całego domku.
-
A ty nie musisz czepiać się szczegółów Jackson.
-
Już się tak nie denerwuj, bo inaczej wszystkie rośliny na obozie
uschną.
- Bardzo śmieszne. - rzuciłem sarkastycznie. - Daj mi
już spokój. Chcę być sam.
- Czasami pomaga, gdy się komuś
można wygadać.
- Ty tak twierdzisz, nie ja.
Zanim zdążył
odpowiedzieć, za pomocą cienia przeniosłem się do własnego
domku. Sięgnąłem po opartą o szafę gitarę, ale nie gra nie
poprawiła mi nastroju. Odłożyłem, ją na miejsce, zamiast tego
wziąłem miecz, po czym ruszyłem potrenować na arenę.
***
*Daniel*
Właśnie
rozwaliłem trzecią z kolej kukłę, gdy na placu pojawił się
Nico.
-
Hej. - przywitałem chłopaka. - Teraz twoja kolej na trening czy
przyszedłeś z nudów?
-
To drugie.
-
To może poćwiczysz ze mną? - zapytałem bardziej skupiony na
kolejnej kukle niż na rozmowie.
-
Z przyjemnością.
Ton jakim to powiedział, kazał mi przyjrzeć
mu się bliżej. Nico wyglądał jeszcze bardziej ponuro i strasznie
niż zwykle, a jego oczy błyskały niezdrowym blaskiem.
- Coś
się stało? - zapytałem zaniepokojony.
- Mi? Nie nic.
-
Okej, ale wiesz nie wyglądasz najlepiej. - rzuciłem niepewnie.
Nigdy nie czułem się najlepiej w towarzystwie syna Hadesa.
Zaczęło się od naszego pojedynku niedługo po moim przybyciu na
obóz. Staraliśmy się utrzymać normalne stosunki, ale nieraz
czułem się nie pewnie w towarzystwie tego mrocznego, tajemniczego i
nieprzewidywalnego chłopaka.
- Chcesz ćwiczyć czy gadać? -
zapytał zniecierpliwiony.
Stanęliśmy
naprzeciwko siebie z wyciągniętymi mieczami. Szybko przekonałem
się, że dla Nicka nie są to zwykłe ćwiczenia. Król Upiorów
ewidentnie chciał zrobić mi krzywdę.
- Ej stary, o co ci
chodzi? Zrobiłem ci coś?
- Nie bezpośrednio.
Mimo dobrego
wyszkolenia brakowało mi doświadczenia Nico. Chłopak był szybszy
i miał lepszy refleks, ale był zdenerwowany przez co nie skipiał
się na obronie. Spróbowałem szybko go zaatakować. Owszem,
dotknąłem go, ale przez to przez chwilę nie byłem w stanie się
bronić i zarobiłem rozcięcie na brzuchu. Spojrzałem Nickowi w
twarz chcąc powiedzieć, że muszę to opatrzyć. W jego oczach
zobaczyłem zimną furię. Ledwo obroniłem się przed kolejnym
ciosem. Zrozumiałem, że będzie to dla mnie walka o życie. Zajęty
pojedynkiem straciłem rachubę czasu. Udało mi się kilkakrotnie
trafić Nicka, ale wiedziałem, że długo nie dam rady walczyć.
Miałem wiele ran i ciągle krwawiłem. Nagle Nico trafił mnie w
nogę, zachwiałem się, a on zadał kolejny cios. Przewróciłem
się.
- Co ja ci zrobiłem? - wyszeptałem.
- Mi? Nic... -
urwał.
- Nico! - usłyszałem czyjś krzyk.
Cyba Percy'ego,
ale nie byłem pewien. Czyjeś kroki, głosy, apotem już tylko
ciemność.
***
*Nina*
Gdy
weszliśmy na arenę zobaczyliśmy Nicka, który stał nad kimś.
Nagle zorientowałam się, że na ziemi leży Daniel, a wszędzie
dookoła było wilgotno od krwi Nicka i ichoru Daniela. Zanim
zdążyłam cokolwiek zrobić, Percy pobiegł w ich stronę.
-
Nico! - krzyknął. - Co ty mu zrobiłeś? Co tu się ostatnio
wyrabia? Oboje z Eri jesteście z byt porywczy!
Chłopak powoli
odwrócił się. Był cały we krwi. Spojrzał na mnie, a potem
kopnął Daniela. Ten się nie poruszył. Byłam przerażona. Nie
chciałam zostawić Percy'ego samego z Nickiem, ale wiedziałam, że
sobie z nim poradzi. Pobiegłam po jakieś dziecko Apolla. Na moje
szczęście pierwszą osobą jaką spotkała, był Will Solace.
-
Hej Will. - powiedział zdyszana po biegu.
-
Cześć Nina. Coś się stało?
- Tak. - miałam nadzieję, że
chłopak mi pomoże. - Nico walczył z Danielem i …
-
Co? Mam nadzieję, że się nie pozabijali.
- No nie wiem. Tam
jest pełno krwi. Możesz mi pomóc?
- Mogę spróbować, ale nie
wiem czy dużo zrobię.
Zanim zdążył powiedzieć czy zrobić
cokolwiek więcej chwyciłam go za rękę i pociągnęłam na arenę.
Kiedy tam doszliśmy Percy trzymał Nico przed sobą za ramiona i coś
do niego mówił. Tamten próbował się wyrwać, ale mu się to nie
udawało. Nie patrząc na nich podbiegłam do Daniela. Z ulgą
zauważyłam, że oddycha. Will ukląkł obok mnie.
- O bogowie.
Ile on ma ran. - wyszeptał.
Rozerwał jego koszulkę, żeby
lepiej zobaczyć obrażenia, jakie odniósł syn Zeusa i Nike. Gdy
zobaczyłam jego pierś, aż jęknęłam, chłopak miał rany
dosłownie wszędzie. Zerwałam się na nogi, szybko odbiegłam na
brzeg areny i zwymiotowałam. Potem usiadłam i modliłam się, żeby
Daniel przeżył. Byłam wściekła na Nicka, przecież Daniel nic mu
nie zrobił, a ten go prawie zabił. Po jakiś 15 minutach Will
podszedł do mnie.
- Nic mu nie będzie. - powiedział
uspokajająco, widząc moją przerażoną minę. - Ale teraz musisz
mi pomóc. Zarówno Daniela jak i Nico trzeba trzeba zabrać do
lecznicy. Spokojnie, zabraliśmy Nickowi miecz. - uprzedził moje
pytanie. - Musisz dopilnować, żeby trafił do szpitala. Mogę na
ciebie liczyć prawda?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć Will
odszedł by razem z Percy'm położyć na zrobionych na prędko z
tarczy noszach. We dwóch podnieśli go i ruszyli do lecznicy.
-
Poradzę sobie.
Dopiero
teraz zauważyłam, że chłopak jest dużo bledszy niż zwykle.
Ogólnie wyglądał jakby miał zaraz zemdleć. Najszybciej jak się
dało pomogłam chłopakowi dotrzeć do lecznicy.
***
*Nina*
Najbliższe
dni były dużo spokojniejsze. Daniel z Nico szybko doszli do siebie,
nawet się pogodzili, ale starali się nie spędzać zbyt dużo czasu
w swoim towarzystwie. Eri nie pojawiała się ani na posiłkach, ani
na zajęciach. Jej domek wyglądał na niezamieszkany. Z jednej
strony jej współczułam, a z drugiej byłam na nią wściekła, w
końcu próbowała mnie zabić. Ale mimo wszystko Daniel nie powinien
jej tak traktować, nawet jeżeli czasami była straszną egoistką.
Moje rozmyślenia przerwał hałas dochodzący od strony plaży.
Pobiegłam w tamtym kierunku. To Percy z Annabeth próbowali się
dostać do domku nr 21.
- Eri natychmiast otwórz te przeklęte
drzwi! - krzyknął chłopak.
- Co się dzieje? - zapytałam
Ann.
- Minął już prawie tydzień, ona nie może tak długo tam
siedzieć sama.
- Ann mogę cię o coś prosić? - zapytał
Percy.
- O co?
- Idź proszę po Luke'a.
-
A po co? - zapytałam.
Annabeth
pobiegła w kierunku 11. Po paru minutach wróciła z Luke'iem.
Chłopakowi nie trzeba było nic tłumaczyć, razem z Percy'm szybko
zabrali się do pracy.
***
*Luke*
Trzask.
Drzwi wypadły z zawiasów.
- Mocne drzwi. - powiedziałem
zmachany.
Percy
wszedł do środka i zapalił światło.
- Luke ja idę na
piętro, a ty sprawdź kuchnię.
Przeszedłem przez salon i
zajrzałem do wskazanego pomieszczenia. Wydawało mi się to trochę
bezsensu, ale co tam. Kilka szafek miało otwarte drzwiczki.
Zajrzałem do nich, były puste.
- Luke! Chodź na górę. Ann ty
też.
Szybko ruszyłem ku schodom. Annabeth była już z Percy'm
na górze gdy do nich dotarłem.
- I co?
-
Nie ma jej. - odpowiedziała mi dziewczyna. - Ale zostawiła list do
ciebie.
-
Do mnie?
-
Tak. - powiedział mi Percy podając mi kopertę podpisaną moim
imieniem. - Otwórz, może się czegoś dowiemy.
„ Drogi
Luke'u!
Skoro to czytasz to znaczy , że już mnie tu nie ma. Może
jestem jeszcze w drodze, może już na miejscu. Ale nie powiem ci
gdzie, przecież odeszłam po to by was więcej nie spotkać.
Powiedz, proszę, Percy'emu i Ann, że nie muszą się o mnie
martwić. Miejsce, do którego się udaje jest bezpieczne. Żałuję,
że muszę tak wyjechać, a jedynym pożegnaniem jest ten list, ale
gdybyś wiedział co planuję, powstrzymał byś mnie. A ja muszę
być teraz sama. Może jeszcze kiedyś się spotkamy.
Całusy Eri
PS
Jeżeli chcesz wiedzieć gdzie jestem to zapytaj mojego brata o
miejsce, w którym można wszystko zapomnieć. Jeżeli jesteś moim
przyjacielem nie wykorzystasz tej wiedzy.”
Podałem
list Percy'emu. Annabeth, która czytała mu przez ramię, po chwili
zapytała.
-
Percy o co chodzi? Co to za miejsce?
- Nie wiem Ann.
- Eri
napisała, że wiesz?
-
Czemu ona to zrobiła? - zapytałem.
- Ale co?
- Przecież
napisała, chce zapomnieć.
- Co z tym zrobimy? - zapytała
Annabeth.
- Z czym? - zdziwiłem się.
- Eri zniknęła, nie
wiadomo gdzie jest. Chyba powinniśmy komuś o tym powiedzieć.
***
*Amy*
Widziałam
jak Luke, Percy i Annabeth wychodzą z domku Eri. Na ziemi leżały
wyłamane z zawiasów drzwi. Nie mogłam powstrzymać ciekawości i
postanowiłem sprawdzić co się tam stało. Domek był zupełnie
pusty, szafki były pootwierane, nic w nich nie było. Nie znałam
powodu „włamania” rodzeństwa i przyjaciela Eri do jej domku.
Jedyna rzecz, która wydawała mi się dziwna to zwitek papieru
leżący na stoliczku w salonie. Kiedy przeczytała treść
wiadomości zaadresowanej do Luke'a, byłam wkurzona. Mimo, że nie
pałałam do Eri jakąś szczególną sympatią bardziej nie lubiłam
Daniela. Moje pierwsze wrażenie o nim nie był złe, ale teraz mam
go po dziurki w nosie.
***
*Daniel*
Starałem
się wrócić do formy po walce z Nickiem. Dużo czasu spędzałem na
arenie. Kiedy rozwaliłem piątą z kolei treningową kukłę, mój
spokój zakłóciła Amy rzucając się na mnie z pięściami i
wściekłym, wręcz szaleńczym wzrokiem. Udało mi się ją chwycić
tak, aby nie miała szansy mnie walnąć. Ciężko oddychała. Miałem
wrażenie, że zaraz się wydrze i nie myliłem się.
-
Ty żałosny głupku, nie zasługujesz na nic, NA NIC!
- O co ci
chodzi? Zachowujesz się jak idiotka!
Dziewczyna wyrwała się z
mojego uścisku i popchnęła mnie.
-
Mam ochotę rozwalić ci głowę o bruk, zasłużyłeś tylko na
długą i bolesną śmierć!
Dziwnie
było tego słuchać, w końcu kompletnie nie rozumiałem o co jej
chodzi.
W
tym momencie pojawił się Nico i stanął za Amy.
-
Uważaj na słowa, śmierć jest wszędzie. - powiedział z
przyjemnością.
Widziałem jak po dziewczynie przeszedł zimny
dreszcz.
-
Nie wtrącaj się trupie. Zabierzesz go jak już będzie martwy,
teraz czas go potorturować.
Chłopak chwycił ją za ramię.
-
Jeszcze nie tera. Powiedz co się dzieje.
Strąciła
jego zimną, bladą dłoń z barku.
- To się stało. - rzuciła
mi w twarz kulką papieru i poszła.
***
*Nico*
Kartka,
którą Amy rzuciła w Daniela wylądowała mi pod nogami. Podniosłem
ją. Treść była trochę dziwna, lekko nie zrozumiała i sprzeczna.
Pewnie Eri pisała to wszystko w pośpiechu, w końcu pewnie nie
miała za dużo czasu przed wyjazdem. Podałem Danielowi pognieciony
papier.
-
Gratulacje. - powiedziałem znikając w cieniu.
***
*Daniel*
Rozprostowałem
kartkę i zacząłem czytać. Gdy skończyłem obezwładniło mnie
poczucie winy. Nie wiedziałem, że Eri, aż tak to zrani.
Denerwowało mnie też to, iż list zaadresowała o najmniej lubianej
przeze mnie osoby.
„Nie
mogła napisać do swojego rodzeństwa, zamiast do tego idioty?”
Trochę
mnie to zabolało. Pewnie Nina też ma teraz przeze mnie problemy...
„Muszę
znaleźć Eri. To z mojej winy uciekła, to muszę wszystko
wyprostować. Tylko od czego zacząć?”
Jeszcze
raz przeczytałem list. Postanowiłem poszukać Percy'ego w końcu
jest jej bratem pewnie ma jakieś pomysły, gdzie może być.
-
Hej Percy. Czytałeś list Eri? Wiesz gdzie ona jest? - zarzuciłem
chłopaka pytaniami, gdy tylko go zobaczyłem.
- Hej Daniel. Nie
wiem i skąd masz ten list?
- Amy mi dała, ale skąd ona go
miała to nie wiem.
- Dziwne myślałem, że Luke go wziął.
-
Co teraz robimy?
-
W sensie?
-
Eri zniknęła! Trzeba ją znaleźć. No i czy mówimy Chejronowi, że
jej nie ma?
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Jak
Chejron się o tym dowie to my będziemy mieć kłopoty, że jej nie
upilnowaliśmy, a ona jak ją zajdziemy, bo uciekła. No i Posejdon z
Ateną, nie będą zadowoleni, że Er zniknęła, a my to
zauważyliśmy dopiero po tygodniu. Lepiej ją poszukać na własną
rękę.
- A wiesz gdzie? - już nie skomentowałem faktu, że
musi on pilnować swojej prawie już dorosłej, w końcu już
16-letniej, siostry.
-
Nie, ale zacząłbym od początku. Ulubione miejsce Eri?
- Na
obozie jej nie ma, a przecież nigdzie indziej wcześniej nie była...
Czekaj, no tak. Olimp! Eri pewnie wróciła do domu.
- Była w
jednym miejscu, ale to nie ważne. Olimp jest bardziej prawdopodobny,
czemu sam na to nie wpadłem?
- Trzeba się udać na Olimp. -
postanowiłem.
- Tylko jak? Zauważą, że nas nie ma.
- Może
Ann coś wymyśli? Zapytaj się jej Percy.
Razem z chłopakiem
poszliśmy szukać Annabeth. W końcu znaleźliśmy ją pod domkiem
nr 21, gdzie razem z Luke'iem próbowali wsadzić drzwi z powrotem w
zawiasy.
- A co tu się stało? - zapytałem patrząc na
zniszczone drzwi swojego domu.
- Eri nie dawała znaku życia,
drzwi były zamknięte na klucz, a trzeba było jakoś sprawdzić co
z nią. Więc razem z Percy'm wyważyliśmy drzwi. - odpowiedział mi
Luke.
- No i gotowe. - powiedziała Ann. - Jak ktoś podejdzie
blisko to zauważy, że coś jest nie tak, ale z daleka nic nie
widać.
- Nie lepiej poprosić Leo, Nancy lub kogoś innego od
Hefajstosa, by porządnie to naprawił? - zapytał Percy.
-
Lepiej nie ryzykować. Jak znajdziemy naszą siostrę i ją tu
ściągniemy to wtedy się o to pomartwimy.
- A właśnie, jeżeli
chodzi o Eri to Daniel wymyślił gdzie jej szukać.
-
Gdzie? - zapytali jednocześnie Luke i Ann.
-
Na Olimpie. - powiedziałem. - Tylko jest jeden problem, jak się tam
dostaniemy?
- Moim zdaniem, – wtrącił się Percy – trzeba
wymyślić jak porozumieć się z Olimpem bez opuszczania obozu.
-
Iryfon. - powiedziała Annabeth. - Tylko do kogo? Atena i Posejdon
nie mogą się dowiedzieć, że jej nie ma.
-
To przecież oczywiste. - powiedział Luke.
Percy, Ann i ja
spojrzeliśmy na niego zaskoczeni.
- Ludzie, co z wami? Wykonamy
iryfon do jej najlepszego przyjaciela – Erosa. Można go też
namówić, by zapytał mojego ojca lub Apolla czy czegoś nie
wiedzą.
- Tak! To jest myśl. Luke jesteś geniuszem! -
wykrzyknęła Ann.
- Ej, nie zapominajmy kto wymyślił, gdzie jej
szukać. - powiedziałem urażony.
- Nie zapominajmy też, przez
kogo w ogóle trzeba Eri szukać. - oczy Luke'a błyszczały groźnie.
- Dobra, masz rację, wygrałeś. - powiedziałem.
- Chodźmy
do mnie, mam tam źródło idealne, żeby wykonać iryfon. Tylko tam
pewnie będzie Nina, więc trzeba będzie jej wszystko wyjaśnić,
ale ona i tak była z nami jak wyważaliśmy drzwi, więc jest już
częściowo wtajemniczona. - wtrącił się, by nie dopuścić do
kłótni, Percy.
***
*Nina*
Leżałam
na łóżku czytając książkę, którą Eri pożyczyła mi na dzień
przed naszą walką, kiedy drzwi otworzyły się. Do środka weszli
Percy, Annabeth, Luke i Daniel. Zamknęłam książkę i spojrzałam
na nich.
-
Co się dzieje? - zapytałam.
- Wiemy gdzie szukać Eri, ale
szczegóły wyjaśnię ci później. - odpowiedział mi Daniel.
Annabeth podeszła do małej fontanny w rogu pokoju. Wyłowiła z
niej złotą drachmę i wrzuciła ja w mgiełkę nad wodą, mówiąc:
-
Iris bogini tęczy, przyjmij moją ofiarę. Pokaż mi, proszę, Pałac
Erosa na Olimpie.
Obserwowałam zdziwiona jak mgiełka zamigotała
i pojawił się w niej obraz. Przedstawiał on najprzystojniejszego
chłopaka jakiego kiedykolwiek widziałam.
- Erosie. - zwróciła
się do niego Ann, która tak jak ja była pod wrażeniem urody boga
– Potrzebujemy twojej pomocy.
- Rzadko kiedy ktoś zwraca się
do mnie o pomoc, a już zwłaszcza takie piękne młode damy jak wy.
- powiedział uwodzicielsko bóg, patrząc zalotnie na mnie i Ann.
-
Ekhem. My też tu jesteśmy. - powiedział zirytowany Percy.
- O,
przepraszam. - odezwała się Eros aksamitnym głosem. - Jaki macie
problem?
- Czy Eri jest na Olimpie? - zapytał bezpośrednio Luke.
- Ercia? Nie czemu miała by tu być? Stało jej się coś? - w
jego głosie było ewidentnie słychać, że się martwi o
dziewczynę/
Percy, Annabeth, Daniel i Luke szybko wymienili
spojrzenia.
- Zniknęła z obozu i nie wiemy gdzie jest. -
powiedziałam bez zastanowienia.
Po prostu nie mogłam nie
odpowiedzieć Erosowi patrząc w te jego piękne oczy. Swoją drogą
nie umiałam nawet potem powiedzieć jaki miały kolor, ani jakie
miał włosy. Jasne? Ciemne? Nie wiem. Był po prostu zniewalający i
boski.
- Jak to zniknęła? - bóg miłości był wystraszony.
-
Tylko nikomu o tym nie mów! - wtrącił pośpiesznie Percy.
-
Dobrze obiecuje, że nie powiem, ale jak wy chcecie ją znaleźć?
-
Jeszcze nie wiemy jak. - przyznał Daniel,
- Chyba, że zechcesz
nam pomóc. - powiedziała Ann słodkim głosem, trzepocząc przy tym
rzęsami. - Bóg taki jak ty nie powinien mieć problemu ze zdobyciem
informacji, na przykład od Apolla lub Hermesa.
- No... w
sumie... to bym mógł. Masz rację moja droga. - posłał Ann
uwodzicielski uśmiech, od którego zmiękły jej kolana. - Idę to
od razu zrobić. Jutro do was zairyfonuje. Do zobaczenia moi nowi
przyjaciele. - mrugnął do mnie i Annabeth.
Widok znikł. Razem z
córką Ateny jeszcze przez chwilę patrzyłyśmy tęsknie w mgiełkę.
- Ej! Dziewczyny, co z wami? - Luke pomachał nam ręką przed
oczami.
- Przestań. - powiedziała Ann odpychając jego dłoń i
szturchając go przyjaźnie w ramię. - Dobrze, że on nam pomoże.
- Mam nadzieję, że czegoś się dowie.
- Ferajna, nie
martwmy się tym teraz. I tak nie dowiemy się niczego wcześniej niż
jutro. To kto idzie grac w siatkówkę wodą? - zapytał z
entuzjazmem Percy.