Hej! Tak jak obiecałam jest druga część rozdziału. Specjalnie się pośpieszyłam, ponieważ dzisiaj są moje urodziny i chciała to sobie uczcić wstawiając rozdział. Dłużej już nie zanudzam.
Zapraszam do czytania i komentowania.
Całusy
Lena
*****************************************************************************
*Nico*
-
Ja....ja....Ja cię nie znam. - słowa dziewczyny wciąż brzmiały
mi w uszach.
- Eri, co ty gadasz? Przecież to ja Nico. Nico di
Angelo. - powiedziałem starając się by mój głos brzmiał pewnie,
łagodnie i przyjaźnie.
Chociaż
w środku byłem przerażony. A co jeżeli ona naprawdę mnie nie
poznaje?
- Miło mi cię poznać. - powiedziała dziewczyna z
uśmiechem. - Przykro mi, ale cię nie poznaje, ale to nie ważne.
Chodź, zagramy w coś. - wyciągnęła do mnie rękę, którą
bezwiednie chwyciłem.
Pociągnęła mnie w stronę sali gier.
Wciąż w szoku, dałem się zaciągnąć na dół. Dopiero w połowie
drogi doszedłem do siebie na tyle by się zatrzymać.
- Nie Eri,
wracamy do domu.
- Jakiego domu? Mieszkamy razem? Od kiedy?
Jesteśmy parą? - zaczęła zasypywać mnie pytaniami.
- Do
obozu, nie od 2 lat, nie.
-
Fajnie. - powiedziała beznamiętnie. - Ale ja chcę tu zostać. Tu
mi się podoba. Wróć na ten swój obóz, ja i tak nie wiem o jakim
miejscu ty mówisz. Zostaw mnie tutaj.
- Opcji nie ma! Idziemy do
twojego pokoju, pakujesz manatki i już nas tu nie ma.
- Nie!
-
tak!
- Nie, nie i jeszcze raz nie!
Nie miałem ochoty na
kłótnie. Zarzuciłem sobie Eri na ramię i protestującą,
szarpiącą się i bardzo wkurzoną zaniosłem do jej pokoju. Gdy
postawiłem ją na ziemi, miała bardzo naburmuszoną minę. Usiadła
na łóżku i tylko się na mnie gapiła. Przeszukałem cały jej
pokój, wszystko co znalazłem wrzuciłem do jej niebieskiego plecaka
z przyczepionym do zamka breloczkiem w kształcie aparatu
fotograficznego. Właściwie to nie wiedziałem skąd miała tą
ozdobę. Chodząc po pokoju znalazłem zdjęcie z jej urodzin.
Podałem je Eri.
- Zobacz. Nie poznajesz nikogo?
-
Siebie. I ciebie.
- I nikogo więcej?
- Nie. Kim jest ten
złotowłosy chłopak, który mnie obejmuje?
- Nie ważne. -
zabrałem jej zdjęcie i wsadziłem do kieszeni kurtki.
- Nie
chcesz mówić to nie, ale zdjęcie ładne.
Podniosłem jej
plecak z ziemi, wyciągnęła po niego rękę, ale zarzuciłem go
sobie na ramię obok własnego.
- Chodź.
Tym razem posłusznie
poszła za mną. Pewnie nie chciała bym jeszcze raz ją przerzucił
przez ramię. Kilka minut później byliśmy już na zewnątrz.
***
*Eri*
„Co
mam teraz zrobić? Nico nie jest kretynem, zaraz się zorientuje, że
udaję. Bogowie, ratunku!”
- Wracamy. - odezwał się spokojnie
chłopak.
Rozejrzałam się wokół. Wiedziałam, że Nico ma
własnego zombie-szofera, ale nie było w okolicy samochodów.
-
Jak? - zapytałam zaciekawiona.
- Cieniem.
Nie wiedziałam o co
mu chodzi, ale chłopak po prostu objął mnie w pasie i razem
zniknęliśmy w ciemnościach. Wrażenie było nieziemskie. W jednej
chwili wszystko znikło pochłonięte przez zimną ciemność.
Słyszałam wokół dziwaczne dźwięki, miałam wrażenie jakbym
pędziła. Innymi słowy- było genialnie! Nie wiem ile czasu to
trwało, ale pewnie niezbyt dużo, ale gdy wynurzyliśmy się z
ciemności, byliśmy już na obozie. Ledwo wylądowaliśmy, a wokół
nas byli Percy, Ann, Luke, Nina o Amy. Daniela nigdzie nie był, ale
widziałam go w Lotosie, więc pewnie wraca samolotem. Jednak gdy
przyjrzałam się mojemu bratu, rzuciło mi się w oczy odmalowane na
jego twarzy zdziwienie. Wystarczająco znałam Percy'ego by
zrozumieć, że dziwi go to, że Daniela nie ma z nami.
- Co ci
przyszło do głowy?! Żeby tak znikać...- Ann zaskoczyła mnie
swoim wrzaskiem.
- Daj jej spokój. - powiedział Nico, zanim
zdążyłam odpowiedzieć siostrze. - Cały czas mówiła, że nie
zna ani mnie, ani Daniela.
- A tak właściwie, to co się z nim
stało? Myślałem, że wróci z wami.
- Rozdzieliliśmy się
zaraz po wejściu do hotelu.
- Czy na pewno? - zapytałam cicho,
ale nie dość cicho. Wszyscy na mnie spojrzeli. - Przecież byliście
razem...
Nico był zakłopotany. Percy'emu coś wpadło do głowy.
Spojrzał na Nickowi prosto w oczy.
- Co mu zrobiłeś? - zapytał
ostro.
- Ja? Nic. Wszedł do pokoju, z którego wyszła Eri, a ja
pobiegłem za nią.
- Nico, ja wiem, że ty go nie lubisz...-
powiedział groźnie Percy.
- Percy, czemu go podejrzewasz? -
zapytała Nina.
Cieszyłam się, że chwilowo wszyscy zapomnieli o
mojej niby amnezji, ale nie rozumiałam o co Percy'emu chodzi. Czemu
atakował Nicka?
Percy westchnął.
- Znam Nicka już kilka lat
i wiem coś. Myślę, że on mógł to zrobić. - wszyscy spojrzeli
na Percy'ego, a potem na Nicka.
Ja też odwróciłam się i
spojrzałam na chłopaka stojącego za moimi plecami.
- Nico, o
co chodzi? - zapytała, ale chłopak pokręcił głową.
- Teraz
to jest nie ważne.
- Co się w końcu stało z Danielem? -
zapytała Nina. - Nawet, gdyby wracał samolotem powinien niedługo
tu być. - wszyscy spojrzeli na moją siostrę.
Widziałam, że
ona się martwi, rozumiałam ją mimo że jeszcze chwilę temu
zabiłabym i ja i Daniela, gdybym miała okazję. Teraz nie chciałam,
żeby coś mu się stało.
Nagle Amy, dotąd milcząc, wybuchła.
- A co cię obchodzi ten debil?! Ja tam bym się cieszyła, gdyby
coś mu się sta...
- Zamknij się! Osądzasz Daniela po jednym
wydarzeniu, a przecież wcale go nie znasz!- Percy musiał być
wściekły, zazwyczaj nie wydzierał się na innych, a już zwłaszcza
młodszych od siebie obozowiczów.
- Ej! Co z tobą Percy? Daj
jej spokój! - krzyknęłam.
Była wkurzona. Daniel zniknął,
Percy oskarża o to Nicka, ten coś ukrywa, a no i jeszcze mój
kochany braciszek krzyczy na Amy. Nie wiem czy bardziej ją lubię,
czy mam ochotę ją zabić, ale nie dam jej tak traktować.
***
*Amy*
Nie
wierzę w to co Percy ma w głowie. Jeśli Daniel byłby ok to nie
grałby na uczuciach dwóch dziewczyn. Gdyby choć trochę myślał,
to dlaczego nie wziął pod uwagę tego, jak Eri mogłaby się poczuć
po czymś takim? Jeszcze w dodatku z Niną... Imbecyl. Nie miałam
siły się z Percy'm wykłócać, ale i tak wiedziałam, że mam
rację. Co z niego za brat, jeżeli nie trzyma strony swojej własnej
siostry? Już lepsze było moje przybrane rodzeństwo, które zawsze
uprzykrzało mi życie, ale zawsze staliśmy za sobą murem, choćby
nie wiem co. Tęsknie za nimi, ale już nigdy nie zobaczę...
Byłam
wściekła, zamknęłam się i słuchałam nie wtrącając się
więcej.
„No proszę. Twój temperament prawie dorównuje
mojemu.” - usłyszałam w głowie.
- Co? - powiedziałam na
głos.
Zauważyłam, że wszyscy się na mnie gapią.
Odwróciłam
się na pięcie i odeszłam na tyle daleko, aby nikt mnie nie
słyszał.
- Super, mam omamy. - powiedziałam do siebie.
Myślałam, że zwariowałam.
„Wcale nie moja wojowniczko.”
- echo w mojej głowie znów się odezwało.
-
Maskara! Wyjdź z moje głowy!
„Nie mogę. Ja jestem
wszędzie.”
- Czym ty jesteś? Czego ode mnie chcesz?
„Obserwuję
cię już od dłuższego czasu, córko.”
-
Przejdź do konkretów, nie lubię obchodzenia tematów.
„Nie
rozkazuj mi!” - zamilkłam. - „Niepokoi mnie sprawa tej Eri.
Czemu ją bronisz? To nie ma sensu, walczysz z naturalnym
przeciwieństwem. Poddaj się bo przegrasz.”
-
Co ty możesz wiedzieć. W ogóle mnie nie znasz, nie wiesz jaka
jestem Aresie.
„ Wiem
doskonale. Jesteś taka jak ja. Ta dziewczyna nie jest twoim
sojusznikiem. Stawanie w jej obronie nie ma sensu. Nie wiesz co
czynisz. Naruszasz wszelkie możliwe prawa takim zachowaniem.”
-
Prawa? Czyżby twoje? Ja nie przestrzegam innych zasad, niż moje
własne. Nie ingeruj w to co robię, to wyłącznie moja sprawa.
„Jesteś
uparta, tak jak twoja matka. To cię zgubi.”
Ares
już nic więcej nie powiedział, zostawił moje myśli w spokoju.
***
*Nina*
Robiło
się coraz później i Amy, Luke i Nico poszli już spać, ale ja,
Eri, Annabeth oraz Percy wciąż czekaliśmy. Wiedziałam, że
rodzeństwo rozmawia o tym co się wydarzyło. Byłam ciekawa
dlaczego Eri twierdziła, że chłopaków nie zna, ale zbyt się
martwiłam o Daniela, by móc skupić się na jej słowach. Około
pierwszej Ann i Percy poszli spać. Razem z Eri rozłożyłyśmy się
na trawie przed domkami. Leżałyśmy w ciszy. Około piątej
zaczęłam przysypiać. Nagle usłyszałam donośny głos tuż nad
sobą.
-
A to co ma być?
Eri
zerwała się z ziemi z mieczem w ręku. Nie wiedziałam skąd
wytrzasnęła broń, ale postanowiłam się nad tym teraz nie
zastanawiać. Miałam co innego na głowie.
Przed
nami stał dyrektor obozu. Ubrany w szlafrok w lamparcie centki z
bardzo niezadowoloną miną.
- Emy Jhonson i Natalia Kay.
-
Mój drogi kuzynie mam na imię Eri, a mój brat nazywa się Jackson,
ale to nie jest też moje nazwisko.
- Tyle razy ci mówiłem,
żebyś nie nazywała mnie kuzynem przy ludziach!
– To mógłbyś
wreszcie przestać przekręcać wszystkie imiona i nazwiska.
Patrzyłam
na to osłupiała. Nigdy nie pomyślałam o tym, że tu każdy ma
mnóstwo kuzynostwa.
- Nie mów mi co mam robić! A was – tu
pokazał na mnie i Eri – nie powinno tutaj być. Co wy robicie?
-
Oglądamy gwiazdy. - powiedziała Ei, zanim zdążyłam zareagować.
Spojrzałam na nią zaskoczona, a Er lekko pokręciła głową.
Nic nie mówiłam.
- Coś mi się nie wydaje. Pogadamy rano. Marsz
do łóżek.
Niechętnie ruszyłyśmy do domków. Spojrzenie Eri
mówiło mi, że będziemy mieć kłopoty.
***
*Eri*
Stałam
przed swoim domkiem zdumiona. Patrzyłam szeroko otwartymi oczami na
drzwi, które leżały na ziemi wyważone. Uznałam to za znak.
Chciałam wrócić na trawę przed domkami, ale zauważyłam, że Pan
D, nadal tam stoi. Wycofałam się i postanowiłam obejść domki od
tyłu. Przez okno, które bogom niech będą dzięki, było otwarte
weszłam do domku numer 3. Nina, która leżała w łóżku, patrzyła
na mnie z rozdziawioną ze zdziwienia buzią.
-
No co? - zeskoczyłam z gracją z parapetu. - Mój domek ma wyłamane
drzwi, a ja muszę gdzieś spać.
- No ta. A można wiedzieć
czemu weszłaś przez okno? - zapytała.
- Bo przed drzwiami stoi
Pan D. Musiałam znaleźć inną drogę. Będziemy tak sobie gadać
czy coś zrobimy?
- Ale o co ci chodzi? - siostra nadal patrzyła
to na mnie to na okno, z miną jakby nie mogła zdecydować czy śpi
czy nie.
-
Trzeba znaleźć Daniela! Wyruszamy za pół godziny, pakuj się!
-
Ty chcesz jechać ze mną?! Po Daniela?!
-
Głucha jesteś czy co? Przecież właśnie to powiedziałam.
-
Wiem, ale myślałam, że nienawidzisz mnie i Daniela.
-
Ja was nie nienawidzę. Jesteś moją siostrą i przyjaciółką, ja
jestem po prostu na was wściekła, ale na Danielu nadal mi zależy i
chcę go uratować.
Nina
wyskoczyła z łóżka i rzuciła mi się na szyję. Zesztywniałam i
delikatnie odsunęłam ją od siebie. Spojrzała na mnie z mieszaniną
zdziwienia i smutku w oczach.
- Spoko, ja po prostu nie przepadam
za kontaktem fizycznym.
- Sorry, nie wiedziałam.
- Przecież
nic się nie stało, ale stanie jeśli zaraz się nie spakujesz. -
powiedziałam żartobliwie.
Nina się roześmiała. Byłam na nią
zła z powodu sytuacji z Danielem, ale siostra to siostra. Z rodziną
trzeba trzymać sztamę.
Pół
godziny później opuściłyśmy obóz. Trzeba się było skradać i
chować, ale udał nam się wymknąć nie zauważonym. Będąc już
poza granicami obozu zagwizdałam.
- Mroczny! Milka! - zawołałam.
Chwile
później przed nami wylądowały 2 pegazy stanowiące swoje
przeciwieństwo. Mroczny był jak samo imię wskazuje cały czarny z
błyszczącymi oczami, zawsze chętny na misje i cukier. Milka biała
z perłową grzywą, dostojna i spokojna.
- Mroczny, mógłbyś
wziąć Ninę? - poprosiłam.
„Jasne.
Z radością poznam kolejne dziecko Posejdona.”
-
Super. To na konie, lecimy do Vegas!„Tam
gdzie ostatnio?” -
zapytała Milka.
-
Tak malutka, dokładnie tam.
Wskoczyłam
na grzbiet Milki bez żadnego problemu. Kiedyś, na samym początku,
bez siodła nie byłam wstanie dosiąść konia, ale 2 lata praktyki
dały swoje. Z pegaza spojrzałam na Ninę, która wciąż stała na
ziemi.
-
Co jest? Nie wsiadasz?
-
Nigdy nie siedziałam na koniu bez siodła. Szczerze to chyba tylko
dwa razy siedziałam w ogóle na koniu. Nie wiem jak mam wsiąść.
-
Zaraz ci pomogę.
Zeskoczyłam na ziemię i podeszłam do
siostry. Wyciągnęłam ręce tak, by mogła oprzeć nogę.
-
Postaw stopę na moich dłoniach, drugą odbij się od ziemi, a
rękami złap się grzywy, tylko nie ciągnij jej za mocno!
Po
kilku próbach Nina w końcu siedziała na Mrocznym. Wskoczyłam na
Milkę i już po chwili byłyśmy w powietrzu.
***
*Nina*
Podróż
była długa i potwornie męcząca. Cztery dni leciałyśmy tylko z
niewielkimi przerwami. Miałam już dość koni i latania. Obiecałam
sobie, że choćby nie wiem co, nie zamierzam wracać w ten sam
sposób. Na moje szczęście na miejscu Eri odesłała konie mówiąc,
że muszą odpocząć i wrócimy inaczej.
Weszłyśmy
do holu budynku.
-
Mam super pomysł. - odezwała się siostra. - Nie rozdzielajmy się.
-
Zdecydowanie dobry pomysł.
Nasze
poszukiwania trwały około 2 godzin, ale nie byłam pewna. W końcu,
gdy już naprawdę zaczęłam się denerwować, znalazłyśmy syna
Zeusa podczas gry w jakąś strzelankę.
-
Daniel! - krzyknęłam rzucając mu się na szyję.
- Cześć
Nina!! Skąd się tu wzięłaś? Może zagramy w coś razem?
-
Nie, wróćmy do domu. Tak będzie lepiej. - odezwała się stanowczo
Eri.
Radość,
która odmalowała się na twarzy Daniela na mój widok, zniknęła
jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zastąpiła ja
wściekłość.
-
Ty! Ty mnie zamknęłaś w tamtym pomieszczeniu z pająkami! A teraz
masz czelność do mnie przychodzić?
W
okół chłopaka zaczęło się iskrzyć. Eri cofnęła się
wystraszona, zresztą nie tylko ona. Też odsunęłam się
nieznacznie od chłopaka. Kocham go, ale prądem mnie razić nie
musi.
- Daniel o co ci chodzi? Uspokój się proszę.
-
Czemu? Zamknęłaś mnie tam, a teraz zachowujesz się tak jakby nic
się nie stało.
-
Nie wiem o czym mówisz. - głos Eri zrobił się lodowaty.
Woda
w szklance stojącej niedaleko dziewczyny wystrzeliła w powietrze
oblewając wszystkich wokół. Patrzyłam to na jedno to na drugie.
Daniel aż trzęsący się ze złości, otoczony był teraz już
bardzo widocznymi iskrami, gry w pobliżu niego zaczęły wariować.
Eri lodowato spokojna, patrzyła zimno na chłopaka, ale wiedziałam,
że na tylko jedno skinienie dziewczyny mogą wybuchnąć rury z wodą
pod naszymi nogami, a wszelkie napoje z którymi przechadzali się
ludzie nie są bezpieczne.
-
Czy na pewno? - warknął syn Nike.
-
Daniel wierzysz mi albo nie. Twój wybór.
Er
odwróciła się i wyszła z pomieszczenia. Wiele osób patrzyło się
za nią, zwłaszcza chłopaków.
-
Daniel. - odezwałam się nieśmiało.
-
Tak skarbie? - zapytał uśmiechając się do mnie szeroko.
-
Chodźmy stąd. Wróćmy na obóz.
-
Na pewno chcesz wracać? Tu jest bardzo fajnie.
-
Tak, na pewno.
Daniel
schylił się po plecak leżący na podłodze, następnie chwycił
mnie za rękę i razem opuściliśmy hotel. Będąc na zewnątrz
zaczęłam rozglądać się za Eri, ale dziewczyny nigdzie nie było.
-
Eri! - zawołałam. - Wiem, że jesteś zła, ale chować się nie
musisz!
Odpowiedziała
mi cisza.
-
Daj spokój. - powiedział Daniel. - Lepiej idźmy na lotnisko, może
trafi nam się jakiś wieczorny lot.
-
Parę dni temu bez wahania ruszyłeś ją znaleźć, a teraz chcesz
ja tu zostawić? Co się stało?
-
Gdy ja znaleźliśmy, właśnie wybiegała z jakiegoś pomieszczenia.
Wszedłem tam zobaczyć co ją tak wystraszyło, a ona zamknęła
wtedy drzwi. Tam było pełno pająków, a Eri wie, że ich nie
lubię.
-
Nie wierzę by to zrobiła. Jej nadal na tobie zależy, powiedziała
mi to zanim tu przybyłyśmy. Zresztą z tego co wiem, to Nico cię
tam zostawił.
-
Nico? Dlaczego?
-
Nie wiem, nie jestem nawet stuprocentowo pewna że to on, ale wiesz
ostatnio mało cię nie zabił.
-
No tak. To mógł być on. - stwierdził Daniel. - Zresztą nie
ważne, chodźmy na to lotnisko.
-
Hej! Ale nie powiedziałeś mi jednej rzeczy.
-
Jakiej?
-
Jak stamtąd wyszedłeś?
-
Ktoś w końcu usłyszał moje wołanie i otworzył drzwi. A teraz
chodź.
Chłopak
pociągnął mnie za rękę w stronę lotniska.
***
*Daniel*
Siedziałem
w pokoju hotelowym oglądając telewizję. Na obozie telewizorów nie
mieliśmy, więc starałem się wykorzystać okazję. Pokój był
duży i przytulny, był pomalowany na ciepły brąz, poduszki leżące
na fotelu i dwóch łóżkach – jednym pojedynczym i jednym
małżeńskim były kremowe. Wybrałem ten pokój po tym jak Nina
uparła się by koło Lotosu zostawić wiadomość dla Eri, na
lotnisku zostawiliśmy kolejną i tak byliśmy we dwójkę w trzy
osobowym pokoju, wciąż czekając na córkę Ateny. Byłem zły, bo
musiałem najpierw z lotniska pójść szukać hotelu, a później
wrócić, żeby zostawić dla dziewczyny informację gdzie nas
znajdzie.
-
I co? Pojawiła się? - zapytała Nina, wychodząc z łazienki.
Miała
mokre włosy i była ubrana w błękitną koszulkę i
różowo-granatowe spodenki.
- Nie. Idziesz już spać?
- No
ta. A ty nie? Jutro musimy wstać o świcie, żeby zdążyć na
samolot.
- Skończę oglądać film.
- Jak chcesz. -
odpowiedziała dziewczyna.
Pocałowała
mnie krótko w usta, po czym wpełzła pod kołdrę w dużym łóżku.
Cieszyłem
się, że Eri tu nie ma, ale miałem nadzieję, iż pojawi się jutro
na lotnisku, bo inaczej Percy mnie zabije.
Wyłączyłem
telewizor i ruszyłem do łazienki wziąć prysznic.