piątek, 11 września 2015

Rozdział 5

Następnego dnia

*Daniel*

Eri nie przyszła na śniadanie. Od naszej wieczornej kłótni, jej nie widziałem. Wiele osób się na mnie patrzyło. Od Percy'ego wiedziałem, że ponad połowa obozu słyszała nasza wczorajszą kłótnie. Wiedziałem, iż moje ostatnie słowa mocno zraniły Eri, która wciąż miała nadzieję na powrót do dawnego spokojnego życia, jednak nie miałem wyrzutów sumienia. One też przesadziła. Wracając do domku, przed drzwiami zauważyłem leżące rzeczy. Gdy podszedłem bliżej rozpoznałem w nich swój plecak, miecz i jeszcze jakąś torbę. Na nich spoczywała karteczka zapisana ręką Eri,
„Od tej chwili już tu nie mieszkasz. To są wszystkie twoje rzeczy.
Wprowadź się do Zeusa albo Nike.
Eri”
Chwilę gapiłem się oniemiały na karteczkę, po czym spróbowałem otworzyć drzwi. Były zamknięte na cztery spusty. Zezłoszczony złapałem plecak, miecz oraz torbę i ruszyłem w kierunku 1. Po drodze spotkałem Ninę, wychodząca właśnie z 3.
- Hej Daniel, po co ci te rzeczy?
- Eri wyrzuciła mnie z domku. - powiedziałem podając dziewczynie liścik od jej siostry.
- No cóż... - powiedziała czytając. - Nie dziwię się jej.
- Czemu?
- Zbyt miły to ty dla nie wczoraj nie byłeś.
- Ty też to słyszałaś? Wszystko? - przestraszyłem się czy przypadkiem nie usłyszała również jak mówię, że byłą błędem, nie chciał bym jej również zranić.
- Wiesz co, sądzę że na tym obozie nie ma osoby, która o tym nie wie.
- Super. - powiedziałem sarkastycznie. - Zawsze o tym marzyłem. I pewnie większość obozowiczów uważa, że jestem okrutnym draniem, co?
- Czy ja wiem? Nie wydaje mi się, żeby było aż tak źle. Na przykład dzieci Aresa bardzo się cieszą. Twierdzą, że postąpiłeś świetnie.
- Tia, bo zawsze chciałem żeby to dzieci Aresa powiedziały, że zrobiłem coś dobrze. Ale dzięki, że próbujesz mnie pocieszyć.
- Zawsze do usług. Dobra idę. Percy wyznaczył nam ćwiczenia na arenie za 30 minut.
- Pa Ninuś.
Wniosłem wszystkie swoje rzeczy do domku. Wystrój zmienił się odkąd byłem tu ostatnim razem. Na prośbę Thalii dorobiono tu łazienkę i dodano ozdoby. Sufit nadal był mapą nieba, ale ściany przemalowano na granatowo-złoto, wstawiono łóżka z baldachimami, wielkie błękitne szafy z malunkami chmur, złote biurka i błękitne kanapy. Na środku domku nadal stał wielki posąg Zeusa, ale w udekorowanym wnętrzu nie był już taki przerażający. Rzuciłem swoje rzeczy w nogi najbliższego łóżka. Pościel byłą delikatna w dotyku, wyszywana w złote gwiazdy. Domek był urządzony z przepychem. Przytłaczały mnie barwy, wszystko było granatowe, złote lub białe. Kompletnie inaczej niż w 21, gdzie Eri wszystkie pokoje urządziła w różnej kolorystyce.
„Długo to ja tutaj nie wytrzymam” pomyślałem.
Wziąłem miecz i ruszyłem potrenować na arenie.

***

*Nico*

Słyszałem kłótnię Eri i Daniela. Nie wiem jak on mógł ją tak potraktować, to było okropne. Ze złością kopnąłem kamyk leżący pod moimi stopami. Z głuchym dźwiękiem uderzył w coś innego. Podniosłem wzrok i niezadowolony pokręciłem głową. Każdy dostrzeże, że jestem wściekły. Wokół mnie nie było żadnej rośliny tylko poczerniała ziemia. „Nie lubię tego, zawsze jak się wściekam, to moje otoczenie tak wygląda.” pomyślałem.
- Nico? - podniosłem wzrok. Przede mną stał Percy. - Wszystko w porządku?
- A co? Aż tak źle wyglądam? - próbowałem być zabawny, niestety wyszło mi to zbyt sarkastycznie.
Percy tylko pokręcił głową.
- Nico, stary, znam cię o 4 lat. Wiem, że Eri ci się podoba, o to chodzi, tak? Dlatego jesteś taki nerwowy?
Próbowałem nie reagować, ale nie wytrzymałem.
- Może jeszcze mi powiesz, że cały obóz o tym wiesz? - zapytałem opryskliwie.
Nico, daj spokój.
- Wymyśl coś lepszego. Jak mam być spojony, gdy jakiś debil rani najpiękniejsza i najcudowniejszą dziewczynę, bo woli jakąś córeczkę Posejdona? Daniel jest nienormalny i głupi.
- Przeszkadza co, że Nina jest moją siostrą? - w oczach Percy'ego widziałem, że przesadziłem.
- Powiedziałem coś takiego?
- Nazwałeś ją „córeczką Posejdona”.
- No i?
- Eri też jest córką Posejdona.
- Wiem o tym. Nie musisz mi mówić.
- To czemu obrażasz dzieci Posejdona?
- Nie o to mi chodziło. Eri jest wyjątkowa, a Daniel okazał się za wielkim kretynem by to zauważyć.
- Nie musisz z tego powodu obrażać całego domku.
- A ty nie musisz czepiać się szczegółów Jackson.
- Już się tak nie denerwuj, bo inaczej wszystkie rośliny na obozie uschną.
- Bardzo śmieszne. - rzuciłem sarkastycznie. - Daj mi już spokój. Chcę być sam.
- Czasami pomaga, gdy się komuś można wygadać.
- Ty tak twierdzisz, nie ja.
Zanim zdążył odpowiedzieć, za pomocą cienia przeniosłem się do własnego domku. Sięgnąłem po opartą o szafę gitarę, ale nie gra nie poprawiła mi nastroju. Odłożyłem, ją na miejsce, zamiast tego wziąłem miecz, po czym ruszyłem potrenować na arenę.

***

*Daniel*

Właśnie rozwaliłem trzecią z kolej kukłę, gdy na placu pojawił się Nico.
- Hej. - przywitałem chłopaka. - Teraz twoja kolej na trening czy przyszedłeś z nudów?
- To drugie.
- To może poćwiczysz ze mną? - zapytałem bardziej skupiony na kolejnej kukle niż na rozmowie.
- Z przyjemnością.
Ton jakim to powiedział, kazał mi przyjrzeć mu się bliżej. Nico wyglądał jeszcze bardziej ponuro i strasznie niż zwykle, a jego oczy błyskały niezdrowym blaskiem.
- Coś się stało? - zapytałem zaniepokojony.
- Mi? Nie nic.
- Okej, ale wiesz nie wyglądasz najlepiej. - rzuciłem niepewnie.
Nigdy nie czułem się najlepiej w towarzystwie syna Hadesa. Zaczęło się od naszego pojedynku niedługo po moim przybyciu na obóz. Staraliśmy się utrzymać normalne stosunki, ale nieraz czułem się nie pewnie w towarzystwie tego mrocznego, tajemniczego i nieprzewidywalnego chłopaka.
- Chcesz ćwiczyć czy gadać? - zapytał zniecierpliwiony.
Stanęliśmy naprzeciwko siebie z wyciągniętymi mieczami. Szybko przekonałem się, że dla Nicka nie są to zwykłe ćwiczenia. Król Upiorów ewidentnie chciał zrobić mi krzywdę.
- Ej stary, o co ci chodzi? Zrobiłem ci coś?
- Nie bezpośrednio.
Mimo dobrego wyszkolenia brakowało mi doświadczenia Nico. Chłopak był szybszy i miał lepszy refleks, ale był zdenerwowany przez co nie skipiał się na obronie. Spróbowałem szybko go zaatakować. Owszem, dotknąłem go, ale przez to przez chwilę nie byłem w stanie się bronić i zarobiłem rozcięcie na brzuchu. Spojrzałem Nickowi w twarz chcąc powiedzieć, że muszę to opatrzyć. W jego oczach zobaczyłem zimną furię. Ledwo obroniłem się przed kolejnym ciosem. Zrozumiałem, że będzie to dla mnie walka o życie. Zajęty pojedynkiem straciłem rachubę czasu. Udało mi się kilkakrotnie trafić Nicka, ale wiedziałem, że długo nie dam rady walczyć. Miałem wiele ran i ciągle krwawiłem. Nagle Nico trafił mnie w nogę, zachwiałem się, a on zadał kolejny cios. Przewróciłem się.
- Co ja ci zrobiłem? - wyszeptałem.
- Mi? Nic... - urwał.
- Nico! - usłyszałem czyjś krzyk.
Cyba Percy'ego, ale nie byłem pewien. Czyjeś kroki, głosy, apotem już tylko ciemność.

***

*Nina*

Gdy weszliśmy na arenę zobaczyliśmy Nicka, który stał nad kimś. Nagle zorientowałam się, że na ziemi leży Daniel, a wszędzie dookoła było wilgotno od krwi Nicka i ichoru Daniela. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, Percy pobiegł w ich stronę.
- Nico! - krzyknął. - Co ty mu zrobiłeś? Co tu się ostatnio wyrabia? Oboje z Eri jesteście z byt porywczy!
Chłopak powoli odwrócił się. Był cały we krwi. Spojrzał na mnie, a potem kopnął Daniela. Ten się nie poruszył. Byłam przerażona. Nie chciałam zostawić Percy'ego samego z Nickiem, ale wiedziałam, że sobie z nim poradzi. Pobiegłam po jakieś dziecko Apolla. Na moje szczęście pierwszą osobą jaką spotkała, był Will Solace.
- Hej Will. - powiedział zdyszana po biegu.
- Cześć Nina. Coś się stało?
- Tak. - miałam nadzieję, że chłopak mi pomoże. - Nico walczył z Danielem i …
- Co? Mam nadzieję, że się nie pozabijali.
- No nie wiem. Tam jest pełno krwi. Możesz mi pomóc?
- Mogę spróbować, ale nie wiem czy dużo zrobię.
Zanim zdążył powiedzieć czy zrobić cokolwiek więcej chwyciłam go za rękę i pociągnęłam na arenę. Kiedy tam doszliśmy Percy trzymał Nico przed sobą za ramiona i coś do niego mówił. Tamten próbował się wyrwać, ale mu się to nie udawało. Nie patrząc na nich podbiegłam do Daniela. Z ulgą zauważyłam, że oddycha. Will ukląkł obok mnie.
- O bogowie. Ile on ma ran. - wyszeptał.
Rozerwał jego koszulkę, żeby lepiej zobaczyć obrażenia, jakie odniósł syn Zeusa i Nike. Gdy zobaczyłam jego pierś, aż jęknęłam, chłopak miał rany dosłownie wszędzie. Zerwałam się na nogi, szybko odbiegłam na brzeg areny i zwymiotowałam. Potem usiadłam i modliłam się, żeby Daniel przeżył. Byłam wściekła na Nicka, przecież Daniel nic mu nie zrobił, a ten go prawie zabił. Po jakiś 15 minutach Will podszedł do mnie.
- Nic mu nie będzie. - powiedział uspokajająco, widząc moją przerażoną minę. - Ale teraz musisz mi pomóc. Zarówno Daniela jak i Nico trzeba trzeba zabrać do lecznicy. Spokojnie, zabraliśmy Nickowi miecz. - uprzedził moje pytanie. - Musisz dopilnować, żeby trafił do szpitala. Mogę na ciebie liczyć prawda?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć Will odszedł by razem z Percy'm położyć na zrobionych na prędko z tarczy noszach. We dwóch podnieśli go i ruszyli do lecznicy.
- Poradzę sobie.
Dopiero teraz zauważyłam, że chłopak jest dużo bledszy niż zwykle. Ogólnie wyglądał jakby miał zaraz zemdleć. Najszybciej jak się dało pomogłam chłopakowi dotrzeć do lecznicy.

***
*Nina*

Najbliższe dni były dużo spokojniejsze. Daniel z Nico szybko doszli do siebie, nawet się pogodzili, ale starali się nie spędzać zbyt dużo czasu w swoim towarzystwie. Eri nie pojawiała się ani na posiłkach, ani na zajęciach. Jej domek wyglądał na niezamieszkany. Z jednej strony jej współczułam, a z drugiej byłam na nią wściekła, w końcu próbowała mnie zabić. Ale mimo wszystko Daniel nie powinien jej tak traktować, nawet jeżeli czasami była straszną egoistką.
Moje rozmyślenia przerwał hałas dochodzący od strony plaży. Pobiegłam w tamtym kierunku. To Percy z Annabeth próbowali się dostać do domku nr 21.
- Eri natychmiast otwórz te przeklęte drzwi! - krzyknął chłopak.
- Co się dzieje? - zapytałam Ann.
- Minął już prawie tydzień, ona nie może tak długo tam siedzieć sama.
- Ann mogę cię o coś prosić? - zapytał Percy.
- O co?
- Idź proszę po Luke'a.
- A po co? - zapytałam.
Annabeth pobiegła w kierunku 11. Po paru minutach wróciła z Luke'iem. Chłopakowi nie trzeba było nic tłumaczyć, razem z Percy'm szybko zabrali się do pracy.

***

*Luke*

Trzask. Drzwi wypadły z zawiasów.
- Mocne drzwi. - powiedziałem zmachany.
Percy wszedł do środka i zapalił światło.
- Luke ja idę na piętro, a ty sprawdź kuchnię.
Przeszedłem przez salon i zajrzałem do wskazanego pomieszczenia. Wydawało mi się to trochę bezsensu, ale co tam. Kilka szafek miało otwarte drzwiczki. Zajrzałem do nich, były puste.
- Luke! Chodź na górę. Ann ty też.
Szybko ruszyłem ku schodom. Annabeth była już z Percy'm na górze gdy do nich dotarłem.
- I co?
- Nie ma jej. - odpowiedziała mi dziewczyna. - Ale zostawiła list do ciebie.
- Do mnie?
- Tak. - powiedział mi Percy podając mi kopertę podpisaną moim imieniem. - Otwórz, może się czegoś dowiemy.
Drogi Luke'u!
Skoro to czytasz to znaczy , że już mnie tu nie ma. Może jestem jeszcze w drodze, może już na miejscu. Ale nie powiem ci gdzie, przecież odeszłam po to by was więcej nie spotkać. Powiedz, proszę, Percy'emu i Ann, że nie muszą się o mnie martwić. Miejsce, do którego się udaje jest bezpieczne. Żałuję, że muszę tak wyjechać, a jedynym pożegnaniem jest ten list, ale gdybyś wiedział co planuję, powstrzymał byś mnie. A ja muszę być teraz sama. Może jeszcze kiedyś się spotkamy.
Całusy Eri
PS Jeżeli chcesz wiedzieć gdzie jestem to zapytaj mojego brata o miejsce, w którym można wszystko zapomnieć. Jeżeli jesteś moim przyjacielem nie wykorzystasz tej wiedzy.”
Podałem list Percy'emu. Annabeth, która czytała mu przez ramię, po chwili zapytała.
- Percy o co chodzi? Co to za miejsce?
- Nie wiem Ann.
- Eri napisała, że wiesz?
- Czemu ona to zrobiła? - zapytałem.
- Ale co?
- Przecież napisała, chce zapomnieć.
- Co z tym zrobimy? - zapytała Annabeth.
- Z czym? - zdziwiłem się.
- Eri zniknęła, nie wiadomo gdzie jest. Chyba powinniśmy komuś o tym powiedzieć.

***

*Amy*
Widziałam jak Luke, Percy i Annabeth wychodzą z domku Eri. Na ziemi leżały wyłamane z zawiasów drzwi. Nie mogłam powstrzymać ciekawości i postanowiłem sprawdzić co się tam stało. Domek był zupełnie pusty, szafki były pootwierane, nic w nich nie było. Nie znałam powodu „włamania” rodzeństwa i przyjaciela Eri do jej domku. Jedyna rzecz, która wydawała mi się dziwna to zwitek papieru leżący na stoliczku w salonie. Kiedy przeczytała treść wiadomości zaadresowanej do Luke'a, byłam wkurzona. Mimo, że nie pałałam do Eri jakąś szczególną sympatią bardziej nie lubiłam Daniela. Moje pierwsze wrażenie o nim nie był złe, ale teraz mam go po dziurki w nosie.

***

*Daniel*

Starałem się wrócić do formy po walce z Nickiem. Dużo czasu spędzałem na arenie. Kiedy rozwaliłem piątą z kolei treningową kukłę, mój spokój zakłóciła Amy rzucając się na mnie z pięściami i wściekłym, wręcz szaleńczym wzrokiem. Udało mi się ją chwycić tak, aby nie miała szansy mnie walnąć. Ciężko oddychała. Miałem wrażenie, że zaraz się wydrze i nie myliłem się.
- Ty żałosny głupku, nie zasługujesz na nic, NA NIC!
- O co ci chodzi? Zachowujesz się jak idiotka!
Dziewczyna wyrwała się z mojego uścisku i popchnęła mnie.
- Mam ochotę rozwalić ci głowę o bruk, zasłużyłeś tylko na długą i bolesną śmierć!
Dziwnie było tego słuchać, w końcu kompletnie nie rozumiałem o co jej chodzi.
W tym momencie pojawił się Nico i stanął za Amy.
- Uważaj na słowa, śmierć jest wszędzie. - powiedział z przyjemnością.
Widziałem jak po dziewczynie przeszedł zimny dreszcz.
- Nie wtrącaj się trupie. Zabierzesz go jak już będzie martwy, teraz czas go potorturować.
Chłopak chwycił ją za ramię.
- Jeszcze nie tera. Powiedz co się dzieje.
Strąciła jego zimną, bladą dłoń z barku.
- To się stało. - rzuciła mi w twarz kulką papieru i poszła.

***

*Nico*

Kartka, którą Amy rzuciła w Daniela wylądowała mi pod nogami. Podniosłem ją. Treść była trochę dziwna, lekko nie zrozumiała i sprzeczna. Pewnie Eri pisała to wszystko w pośpiechu, w końcu pewnie nie miała za dużo czasu przed wyjazdem. Podałem Danielowi pognieciony papier.
- Gratulacje. - powiedziałem znikając w cieniu.

***

*Daniel*

Rozprostowałem kartkę i zacząłem czytać. Gdy skończyłem obezwładniło mnie poczucie winy. Nie wiedziałem, że Eri, aż tak to zrani. Denerwowało mnie też to, iż list zaadresowała o najmniej lubianej przeze mnie osoby.
Nie mogła napisać do swojego rodzeństwa, zamiast do tego idioty?”
Trochę mnie to zabolało. Pewnie Nina też ma teraz przeze mnie problemy...
Muszę znaleźć Eri. To z mojej winy uciekła, to muszę wszystko wyprostować. Tylko od czego zacząć?”
Jeszcze raz przeczytałem list. Postanowiłem poszukać Percy'ego w końcu jest jej bratem pewnie ma jakieś pomysły, gdzie może być.
- Hej Percy. Czytałeś list Eri? Wiesz gdzie ona jest? - zarzuciłem chłopaka pytaniami, gdy tylko go zobaczyłem.
- Hej Daniel. Nie wiem i skąd masz ten list?
- Amy mi dała, ale skąd ona go miała to nie wiem.
- Dziwne myślałem, że Luke go wziął.
- Co teraz robimy?
- W sensie?
- Eri zniknęła! Trzeba ją znaleźć. No i czy mówimy Chejronowi, że jej nie ma?
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Jak Chejron się o tym dowie to my będziemy mieć kłopoty, że jej nie upilnowaliśmy, a ona jak ją zajdziemy, bo uciekła. No i Posejdon z Ateną, nie będą zadowoleni, że Er zniknęła, a my to zauważyliśmy dopiero po tygodniu. Lepiej ją poszukać na własną rękę.
- A wiesz gdzie? - już nie skomentowałem faktu, że musi on pilnować swojej prawie już dorosłej, w końcu już 16-letniej, siostry.
- Nie, ale zacząłbym od początku. Ulubione miejsce Eri?
- Na obozie jej nie ma, a przecież nigdzie indziej wcześniej nie była... Czekaj, no tak. Olimp! Eri pewnie wróciła do domu.
- Była w jednym miejscu, ale to nie ważne. Olimp jest bardziej prawdopodobny, czemu sam na to nie wpadłem?
- Trzeba się udać na Olimp. - postanowiłem.
- Tylko jak? Zauważą, że nas nie ma.
- Może Ann coś wymyśli? Zapytaj się jej Percy.
Razem z chłopakiem poszliśmy szukać Annabeth. W końcu znaleźliśmy ją pod domkiem nr 21, gdzie razem z Luke'iem próbowali wsadzić drzwi z powrotem w zawiasy.
- A co tu się stało? - zapytałem patrząc na zniszczone drzwi swojego domu.
- Eri nie dawała znaku życia, drzwi były zamknięte na klucz, a trzeba było jakoś sprawdzić co z nią. Więc razem z Percy'm wyważyliśmy drzwi. - odpowiedział mi Luke.
- No i gotowe. - powiedziała Ann. - Jak ktoś podejdzie blisko to zauważy, że coś jest nie tak, ale z daleka nic nie widać.
- Nie lepiej poprosić Leo, Nancy lub kogoś innego od Hefajstosa, by porządnie to naprawił? - zapytał Percy.
- Lepiej nie ryzykować. Jak znajdziemy naszą siostrę i ją tu ściągniemy to wtedy się o to pomartwimy.
- A właśnie, jeżeli chodzi o Eri to Daniel wymyślił gdzie jej szukać.
- Gdzie? - zapytali jednocześnie Luke i Ann.
- Na Olimpie. - powiedziałem. - Tylko jest jeden problem, jak się tam dostaniemy?
- Moim zdaniem, – wtrącił się Percy – trzeba wymyślić jak porozumieć się z Olimpem bez opuszczania obozu.
- Iryfon. - powiedziała Annabeth. - Tylko do kogo? Atena i Posejdon nie mogą się dowiedzieć, że jej nie ma.
- To przecież oczywiste. - powiedział Luke.
Percy, Ann i ja spojrzeliśmy na niego zaskoczeni.
- Ludzie, co z wami? Wykonamy iryfon do jej najlepszego przyjaciela – Erosa. Można go też namówić, by zapytał mojego ojca lub Apolla czy czegoś nie wiedzą.
- Tak! To jest myśl. Luke jesteś geniuszem! - wykrzyknęła Ann.
- Ej, nie zapominajmy kto wymyślił, gdzie jej szukać. - powiedziałem urażony.
- Nie zapominajmy też, przez kogo w ogóle trzeba Eri szukać. - oczy Luke'a błyszczały groźnie.
- Dobra, masz rację, wygrałeś. - powiedziałem.
- Chodźmy do mnie, mam tam źródło idealne, żeby wykonać iryfon. Tylko tam pewnie będzie Nina, więc trzeba będzie jej wszystko wyjaśnić, ale ona i tak była z nami jak wyważaliśmy drzwi, więc jest już częściowo wtajemniczona. - wtrącił się, by nie dopuścić do kłótni, Percy.

***

*Nina*

Leżałam na łóżku czytając książkę, którą Eri pożyczyła mi na dzień przed naszą walką, kiedy drzwi otworzyły się. Do środka weszli Percy, Annabeth, Luke i Daniel. Zamknęłam książkę i spojrzałam na nich.
- Co się dzieje? - zapytałam.
- Wiemy gdzie szukać Eri, ale szczegóły wyjaśnię ci później. - odpowiedział mi Daniel.
Annabeth podeszła do małej fontanny w rogu pokoju. Wyłowiła z niej złotą drachmę i wrzuciła ja w mgiełkę nad wodą, mówiąc:
- Iris bogini tęczy, przyjmij moją ofiarę. Pokaż mi, proszę, Pałac Erosa na Olimpie.
Obserwowałam zdziwiona jak mgiełka zamigotała i pojawił się w niej obraz. Przedstawiał on najprzystojniejszego chłopaka jakiego kiedykolwiek widziałam.
- Erosie. - zwróciła się do niego Ann, która tak jak ja była pod wrażeniem urody boga – Potrzebujemy twojej pomocy.
- Rzadko kiedy ktoś zwraca się do mnie o pomoc, a już zwłaszcza takie piękne młode damy jak wy. - powiedział uwodzicielsko bóg, patrząc zalotnie na mnie i Ann.
- Ekhem. My też tu jesteśmy. - powiedział zirytowany Percy.
- O, przepraszam. - odezwała się Eros aksamitnym głosem. - Jaki macie problem?
- Czy Eri jest na Olimpie? - zapytał bezpośrednio Luke.
- Ercia? Nie czemu miała by tu być? Stało jej się coś? - w jego głosie było ewidentnie słychać, że się martwi o dziewczynę/
Percy, Annabeth, Daniel i Luke szybko wymienili spojrzenia.
- Zniknęła z obozu i nie wiemy gdzie jest. - powiedziałam bez zastanowienia.
Po prostu nie mogłam nie odpowiedzieć Erosowi patrząc w te jego piękne oczy. Swoją drogą nie umiałam nawet potem powiedzieć jaki miały kolor, ani jakie miał włosy. Jasne? Ciemne? Nie wiem. Był po prostu zniewalający i boski.
- Jak to zniknęła? - bóg miłości był wystraszony.
- Tylko nikomu o tym nie mów! - wtrącił pośpiesznie Percy.
- Dobrze obiecuje, że nie powiem, ale jak wy chcecie ją znaleźć?
- Jeszcze nie wiemy jak. - przyznał Daniel,
- Chyba, że zechcesz nam pomóc. - powiedziała Ann słodkim głosem, trzepocząc przy tym rzęsami. - Bóg taki jak ty nie powinien mieć problemu ze zdobyciem informacji, na przykład od Apolla lub Hermesa.
- No... w sumie... to bym mógł. Masz rację moja droga. - posłał Ann uwodzicielski uśmiech, od którego zmiękły jej kolana. - Idę to od razu zrobić. Jutro do was zairyfonuje. Do zobaczenia moi nowi przyjaciele. - mrugnął do mnie i Annabeth.
Widok znikł. Razem z córką Ateny jeszcze przez chwilę patrzyłyśmy tęsknie w mgiełkę.
- Ej! Dziewczyny, co z wami? - Luke pomachał nam ręką przed oczami.
- Przestań. - powiedziała Ann odpychając jego dłoń i szturchając go przyjaźnie w ramię. - Dobrze, że on nam pomoże.
- Mam nadzieję, że czegoś się dowie.
- Ferajna, nie martwmy się tym teraz. I tak nie dowiemy się niczego wcześniej niż jutro. To kto idzie grac w siatkówkę wodą? - zapytał z entuzjazmem Percy.


sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział 4

Następnego dnia

Obudził mnie gwizd i krzyk Eri:
- Wstawaj śpiochu! Już piąta! Masz trzy minuty na ubranie się i zejście na dół!
Byłem przekonany, że to jakiś żart, ale wstałem, włożyłem na siebie koszulkę obozową oraz dżinsy, a następnie wyszedłem na zewnątrz.
Przed domkiem stała Eri z zegarkiem w ręce.
- 2 minuty spóźnienia, co daje 120 sekund. No cóż, to z karę na ziemie i robisz 120 pompek.
- To jakiś żart?! Czemu mam to robić?
- Przypominam ci, iż jestem twoją grupową, a teraz mamy rozgrzewkę. Ty się spóźniłeś, muszę cię ukarać. Koniec gadania, mamy jeszcze dużo do zrobienia, rób te pompki!
Z niechęcią padłem na ziemię i pompowałem. Eri stała gapiąc się na mnie analizując każdy mój ruch. Wyglądała jak kat, tylko bicza jej brakowało. Nie rozumiałem co jej odbiło, nigdy się tak nie zachowywała. Jeżeli już robiliśmy rozgrzewkę rano, to polegała ona na wyścigu na trasie 50 metrów.
Po tych pompkach byłem strasznie zmachany.
- Skoro już w końcu skończyłeś to teraz bierzemy się do pracy. O 8 mamy śniadanie, musimy zdążyć.
- Jakiej pracy?! Co ty gadasz? - patrzyłem na nią jak zaklęty.
- Jak jakiej? Do treningu, dalej. - pociągnęła mnie i musiałem biegać.
Dziesięć kółek wokół obozu. Jeszcze Eri cały czas mnie pośpieszała. Jakiś koszmar. Miałem ochotę ją trzasnąć.

***

Obudziłam się bardzo wcześnie. Chciałam się dotlenić, więc wyszłam z domku. Pierwszym widokiem, który zauważyłam była Eri ze stoperem w dłoni. Wokół obozu biegał Daniel, bawił mnie jego widok, gdy pozwalał wrzeszczeć na sobie dziewczynie. Podeszłam do jego „trenerki” i zaczęłam się śmiać. Kiedy chłopak mnie zauważył zahaczył stopą o korzeń i upadł. W tym momencie nawet Eri straciła swój fason. Nie mogłyśmy powstrzymać się od śmiechu.
Daniel zmęczony przywlókł się do nas, cały brudny od ziemi i liści.
- I co, dobrze się bawicie?
- Nawet bardzo. - parsknęłam śmiechem.
- To fajnie, a teraz cześć. - machnął ręką i odwrócił się.
- Ej! - Eri wrzasnęła – To nie koniec! - zachowywała się jak komandos, ton jej głosu był władczy i wyniosły, zaimponowała mi swą determinacją.
Oczywiście domyślałam się, że chciała się najzwyczajniej w świecie zemścić na nim.
- W takim razie co jeszcze? - patrzył na nas wściekły.
Wpadł mi do głowy super pomysł i wiedziałam, że to może jeszcze bardziej go rozwścieczyć. Powiedziałam Eri na ucho wszystko co wymyśliłam. Jej oczy zaczęły błyszczeć z zachwytu.
- Uzbrój się, masz na to 3 minuty! - krzyknęła Danielowi w twarz.
Chłopak z niechęcią ruszył do kolejnego zdarzenia.
- No brawo Eri! - uśmiechnęłam si do niej i przybiłyśmy piątkę.
- Musisz z nim wygrać. - powiedziała.
- Nie ma innej opcji. - uśmiechnęłam się łobuzersko.
Byłam pewna, że Daniel nie da sobie ze mną rady.

***

Amy miała super pomysł. Jakiś czas później stanęliśmy wszyscy na arenie.
- No dobra. Daniel będziesz walczył z Amy.
- Co? Jak? To tylko mała dziewczynka. Pogrzało cię? Jeszcze zrobię jej krzywdę.
- Da sobie radę. Po prostu wymiękasz. - podpuściłam go.
- Kto? Ja? Nigdy. - rozwścieczył się.
- Amy trzymaj miecz, powinien być dobry. - rzuciłam dziewczynie ostrze.
Niezdarnie złapała broń.
- Jest dobry. - poprawiła go w dłoni. - Zaczynajmy.
W jej oczach widziałam dziki błysk.
Trochę mnie to zaniepokoiło. Wydawało mi się, że ona nie ma zahamowań.
Zaczęli walczyć. Na początku wygrywał Daniel, był po treningu, więc było mu łatwiej. Amy starała się blokować jego ciosy, ale nie zawsze jej to wychodziło. Zaczęłam żałować, że się na to zgodziłam. Chłopak miał nad nią wielką przewagę. W pewnym momencie Daniel przesadził z siłą, którą włożył w tak zwany cios ostateczny. Dziewczyna wywróciła się.
Przerażenie malowało mi się na twarzy. Nie sądziłam, że będzie tak źle. Upadek Amy wyglądał naprawdę poważnie. Chłopak zamiast przerwać walkę, przyłożył ostrze do jej gardła. Patrzył w jej oczy, była wściekła.
Nie wiedziała co ma zrobić.
- I co, warto było? - Daniel popatrzyła na mnie i opuścił nóż.
Patrzyłam na niego, nie wiedząc co powiedzieć. W jednej chwili dziewczyna wytrąciła mu miecz z ręki i podkosiła go. Patrzyłam jak zaklęta. Amy poderwała się. Role nagle się odwróciły.
- Uważaj na plecy kochasiu. - powiedziała beznamiętnie patrząc na niego.
- No cóż, było warto. - powiedziałam zadowolona.
Śmieszyło mnie to, iż Daniel przegrał, ale nie chciałam być bardzo wredna, więc nie śmiałam się na głos.
Nagle rozbłysło czerwone światło. Nad głową Amy pojawił się obrazek przedstawiający dzika i włócznie. Patrzyliśmy zdziwieni dopóki nie znikł.
- No to witaj wśród nas córko Aresa. - powiedziałam.

***

Czułam się dziwnie, nie miała zielonego pojęcia o co jej chodzi. Nie robiłam sobie nic z tego co powiedziała Eri. „Córka Aresa” … Co to ma za znaczenie? Reakcja Daniela i Eri na tę wiadomość była bardzo dziwna. Bardziej interesowało mnie to jakim cudem pokonałam Daniela. W końcu walka w tym stylu jest mi kompletnie obca. Jak gdyby nigdy nic rzuciłam miecz na ziemię.
- Idę się porozciągać, cześć. - ruszyłam przed siebie.
Mijając ich popatrzyłam ostrym wzrokiem na Daniela.
Było jeszcze bardzo wcześnie, więc miałam jeszcze trochę błogiej samotności. Ze spokojem rozciągałam się aż do chwili, w której zobaczyłam pierwsza osobę wychodzącą z domku. Przerwałam ćwiczenia i poszłam do stołówki.

***

Po tym jak Amy poszła staliśmy jeszcze przez chwilę na arenie zdziwieni. Spojrzałam na zegarek.
- Zostało nam około 1,5 godziny, ale dam ci już teraz spokój. - uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił mój gest. - Ścigamy się do domku?
- I tak nie masz szans. - odpowiedział chłopak łobuzersko.
- Już to widzę. - rzuciłam złośliwie i ruszyłam biegiem. - Spróbuj mnie dogonić!
Ruszył za mną biegiem. Biegłam szybciej niż on, ale niewiele. Dogonił mnie i złapał w pasie, żeby mnie spowolnić. Pędziliśmy śmiejąc i starając się spowolnić drugą osobę. Tuż przed domkiem przyśpieszyłam i klepnęłam dłonią drzwi.
- Wygrałam! - zawołałam odwracając się.
W tym momencie Daniel, który nie zdążył zahamować, wpadł na mnie z rozpędu przygważdżając do drzwi. Był bardzo blisko mnie. Nasze przyśpieszone oddechy mieszały się ze sobą. Przysunął się jeszcze bliżej, o ile było to w ogóle możliwe. Nasze usta dzieliło teraz zaledwie kilka centymetrów.
„O nie! Opanuj się dziewczyno. Pamiętaj co on ci zrobił.”
Ocknęłam się i szybko zaczęłam szukać za sobą klamki. Gdy ją znalazłam gwałtownie otworzyłam drzwi, wycofałam się do środka i zatrzasnęłam je za sobą. Sądząc po odgłosie Daniel dostał drzwiami. Umknęłam do łazienki, myć włosy.

***

O 7 obudziły mnie jakieś hałasy. To Percy już ubrany sprzątał domek.
- Dobrze, że już wstałaś. O 8 jest śniadanie, a trzeba tu jeszcze ogarnąć.
Wzięłam z szafy dżinsy oraz niebieski T-shirt i poszłam do łazienki się przygotować. Gdy już z bratem zebraliśmy, a następnie wyrzuciliśmy wszystkie walające się w domku puszki i papierki, poszliśmy na śniadanie. Gdy już wszyscy siedzieli przy stołach wstała Eri i stanęła na środku.
- Uwaga, mam coś ważnego do zakomunikowania! Dzisiaj rano, gdy Amy pokonała Daniela w walce została uznana przez swojego ojca – Aresa.
Przy stole tego domku rozległy się oklaski. Dopiero teraz zauważyłam, że nie tylko Eri stoi, Amy też jeszcze nie zajęła swojego miejsca. Teraz usiadła przy stole razem ze swoim nowym rodzeństwem. Zastanawiałam się dlaczego Daniel i Amy walczyli, a Eri mówi z taką radością o tym, że przegrał. Widziała też, iż wiele osób dziwnie na mnie patrzy.

***

Dziwnie się czułam wśród dzieci Aresa. Wszyscy byli tacy sami, tacy pospolici. Nie byłam wyjątkowa. W domku Hermesa wszyscy byli inni, tam byłam wyjątkowa. Brakowało mi tego.


***

Dzisiejsze ognisko było inne niż zwykle. Wyczuwało się atmosferę podniecenia. Wszyscy szeptali, co i rusz spoglądając na mnie, Eri, Ninę i Luke'a.
Miałem wrażenie, że coś mnie minęło. Nikt nie chciał mi powiedzieć o co chodzi, mówiąc, że kto jak kto, ale ja powinienem wiedzieć. Nie domyślałem się o co chodzi nawet w najmniejszym stopniu. Zastanawiałem się co takiego zrobiłem. W końcu jakaś dziewczyna od Afrodyty nie wytrzymała i wyjaśniła mi:
- Jesteś głupi! Całowałeś się z jakąś laską, mając dziewczynę kretynie! - wrzasnęła tak głośno, że wszyscy obecni usłyszeli, zamilkli i odwrócili się w naszą stronę.
Speszyłem się i nie wiedziałem co powiedzieć, czułem na sobie wzrok wszystkich obozowiczów. Przysunąłem się do dziewczyny, aby nikt nie słyszał co do niej mówię.
- A skąd o tym wiesz?
- Wszyscy na obozie wiedzą. - odpowiedziała wywracając zbyt mocną podkreślonymi kreską, oczami. - Parę osób was widziało, ale nie wiem kto dokładnie, poczta pantoflowa szybko się roznosi.
- Czyli Eri o tym wie? - przeraziłem się.
- Nie mam o tym zielonego pojęcia. - powiedziała szorstko, poprawiając oczy jeszcze bardziej, niepotrzebnie według mnie bez tego makijażu wyglądała by lepiej.
Zostawiłem obozowiczkę i przepchałem się przez tłum by znaleźć swoją dziewczynę. Ludzie odprowadzali mnie wzrokiem.
Eri stała naprzeciwko mnie, patrzyła mi prosto w oczy z lekko smutnym wyrazem twarzy.
- Czyli ty też wiesz... - stwierdziłem zawiedziony.
Łzy napłynęły jej do oczu, spływały strugami po policzkach.
- Nic mi nie mów. - odpowiedziała płacząc.
Uciekła, a wszyscy obozowicze gapili się na mnie z nienawiścią w oczach, no może nie wszyscy, ci z domku Aresa byli zachwyceni sytuacją.
Nie mogłem tego tak zostawić, więc pobiegłem za nią. Dorwałem ją dopiero przy chatce.
- Eri, proszę... - zacząłem delikatnie, ale dziewczyna mi przerwała.
- Co Eri! Czego ty jeszcze ode mnie chcesz? Już dość mam tego... I ciebie! Nie wystarczy ci to, że złamałeś mi serce?
Patrzyła na mnie zaszklonymi oczyma.
- Ale Eri, to... to był błąd! - próbowałem jej wytłumaczyć.
- Trzeba było pomyśleć zanim to zrobiłeś! Teraz już tego nie cofniesz. Nie chce na ciebie patrzeć, zejdź mi z oczu!
Dziewczyna zniknęła za drzwiami trzaskając nimi.

***

Czułam jak łzy ponownie spływają mi po policzkach. Oparłam się o drzwi i zsunęłam na podłogę. Zaczęłam płakać, a za drzwiami słyszałam wołanie Daniela.
- Kochanie wybacz mi! Proszę cię, Nina była błędem. Ja cię kocham z całego serca, ciebie i tylko ciebie.
- Odejdź! Nienawidzę cię! - wrzasnęłam z bólem w głosie.

***

Nie myślałem, że to wszystko tak się skończy. Nie chcę, aby Eri była przeze mnie nieszczęśliwa. Tyle, że Nina jest dla mnie równie ważna co ona. Nie umiałbym wybrać. Nie chciałem, żeby tak wyszło, po prostu zakochałem się w niej, ale jestem też przywiązany do Eri...
Wiem, że Nina jest jej siostrą, ale najzwyczajniej w świecie poczułem, że przy niej coraz szybciej bije mi serce. Jej oczy mnie onieśmielały, jest piękna. Po prostu czuję, że z nią wiele mnie łączy. Z Eri nigdy tak nie było. Ona jest ładna, to fakt, ale jest też pewna siebie i oszałamiająca. Nina jest nieśmiała oraz niewinna, przez co jest urocza i chce się ją chronić, pomóc we wszystkim.
- Eri, otwórz drzwi. Czy ci się to podoba czy nie, to jest także mój domek i musisz mnie wpuścić.
Siedziałem ponad 10 minut pod drzwiami, zanim w końcu raczyła mnie wpuścić.
Na jej twarzy nie było już śladów łez, ale oczy miała nadal zaczerwienione.
- Zrywam z tobą. - rzuciła od progu, po czym ruszyła na piętro, w stronę swojego pokoju.
- Ej, jak to? Tak bez słowa? Chociaż najpierw ze mną pogadaj.
Stanęła na środku schodów. Powoli odwróciła się, zeszła na dół i stanęła naprzeciwko mnie. W jej oczach widziałem ból i złość.
- O czym ma z tobą gadać? O tym, że złamałeś mi serce? Czy o tym jaka super jest moja siostra?
- A ty co niewinna? - denerwowała mnie, jej postawa, mogło to w sumie wynikać z poczucia winy, ale starałem się o tym nie myśleć, zachowywała się jak ofiara.
- Ja, czy ty całowałam się z siostrą swojej dziewczyny? To ty mnie zdradziłeś, nie było to przyjemne. Jeszcze w dodatku z moją siostrą. - łzy znów pojawiły się w jej oczach.
- Ty już nie zgrywaj takiej pokrzywdzonej!
- Ja zgrywam? Co ty znowu wymyślasz?!
- Byłaś z Luke'iem na randce!
- To było przyjacielskie spotkanie!
- Ta jasne... Już ci wierzę.
- Ja się z nim nie całowałam publicznie.
- A bez świadków to już tak?
Zaniemówiła, ale po chwili zaatakowała znowu.
- Nie gadaj bzdur! Przecież widziałam, że od przyjazdu Niny wodziłeś za nią maślanymi oczami.
- Ja? - nie wiedziałem co powiedzieć. Trafiła w sedno, tak było. Jednak nie miałem zamiaru poddać się bez walki. - A kiedy ty traktujesz mnie jak służącego to jest w porządku?
- O co ci znowu chodzi?
- Rządzisz się. Myślisz, że jesteś królową piękności i każdy spełnia twoje życzenia? Zejdź na ziemię Eri, nie jesteś już na Olimpie.
- Ty... - przerwało jej wejście Chejrona.
- Wiecie, która godzina? Cisza nocna! Macie się natychmiast zamknąć!
- Z całym szacunkiem Chejronie, ale nie mogę siedzieć cicho, gdy mam do czynienia z takim kretynem.

- Jakoś musisz to przeżyć. W tej chwili do łóżek i nie chce słyszeć już żadnych kłótni, zrozumiano?

wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 3

Następnego dnia
Kiedy się obudziłam, minęła dłuższa chwila nim się zorientowałam gdzie jestem. Domek Posejdona. Wszystkie wczorajsze wydarzeniami się przypomniały. Najchętniej bym została tu na cały dzień. Bałam się, że Eri znowu coś trafi do głowy. Schowałam się pod kołdrę. „Nie będę nic dzisiaj robić” postanowiłam. Po chwili usłyszałam głosy. To był Percy i … Daniel? Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę. - mruknęłam, ale nie miałam ochoty, żeby ktoś mnie odwiedzał.
W drzwiach stanął Daniel.
- I co Nina? Wszystko w porządku? - zapytał podchodząc bliżej.
Zdobyłam się na to, żeby pokręcić głową.
- Rozumiem cię. - odpowiedział – Tyle rzeczy się wczoraj wydarzyło... - zawahał się przez chwilę – Żałuję, że to przeze mnie Eri cię tak potraktowała.
- Nie przejmuj się. Nic się w końcu nie stało.
- Ale mogło się stać.
Spojrzałam na niego. Było widać, że się martwi i obwinia o to, co się wczoraj wydarzyło. Poczułam, że muszę go pocieszyć.
- To przecież nie była twoja wina. - powiedziałam.
Zobaczyłam, że Daniel kręci głową.
- Nie znasz Eri tak dobrze jak ja. - zaczął – Ona bywa strasznie zazdrosna. W dodatku, jak ją obserwowałem od czasu jak się pojawiłaś, to ciągle zastanawiała się kim jesteś. Jak gdyby czuła się zagrożona...
- Przeze mnie? - zapytałam zaskoczona.
- Chyba. Wiesz co, nie mówmy o tym. Widzę, że się lekko denerwujesz.
W tym momencie do pokoju wszedł Percy.
- Idziemy nad jezioro? - zapytał.
- Ja nigdzie dzisiaj nie wychodzę. - zaprotestowałam zanim zdążył cokolwiek dodać.
- Nina, daj spokój, przecież nic się nie stanie. - powiedział Daniel – Chodź z nami.
- Nie. - twardo obstawałam przy swoim.
Daniel na mnie spojrzał i chyba ten jego wzrok by mnie przekonał, gdyby nie wtrącił się Percy.
- Widzisz, że jest oszołomiona, po wczorajszych wydarzeniach. Daj jej odpocząć. - zwrócił się do Daniela.
Uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością.

***

Obudziło mnie światło wpadające przez okno. Nie miałam ochoty wstawać, ale wiedziałam, że nie mogę zostać cały dzień w łóżku. Ruszyłam do łazienki wziąć prysznic. Gdy już ubrana, w krótkie spodenki i czerwoną koszulę, zwlokłam się do kuchni była 11. Zjadłam pośpiesznie śniadanie i poszłam nakarmić Milkę.
- Hej dziewczynko! Sorry, że dzisiaj tak późno.
„Jakoś to przeżyję, jeżeli dostanę dzisiaj podwójną porcję” - Hahaha. Dobrze, dobrze dostaniesz.
Trochę jeszcze siedziałam z Milką, po czym poszłam zobaczyć czy już przyjechali nowi obozowicze. Ruszyła do wyjścia z obozu. Po drodze witałam się ze znanymi mi obozowiczami, którzy wrócili na wakacje. Rozglądałam się za Groverem i dziewczyną, którą miał przyprowadzić. Nagle zauważyłam go.
- Hej kozłonogu! - zawołałam.
- Eri! - krzyknął zadowolony.
Podbiegł do mnie i przytulił do siebie. Po chwili zauważyłam, że podeszła do nas ciemnowłosa dziewczyna z zielonymi oczami. Nie mogła mieć więcej niż 15 lat. To musiała być ta nowa heroska.
- To jest Amy. - przedstawił ją Grover.
- Hej, ja jestem Eri.
Podałyśmy sobie ręce.
- No dobra. Er oprowadzisz ją?
- Spoko.
- A wiesz gdzie znajdę Percy'ego?
- Mój brat pewnie jest nad jeziorem. Założę się, że spotkasz tam też moją „siostrzyczkę” i mojego chłopaka.
- Ok, dzięki. - powiedział i ruszył w stronę jeziora.
- To chodź. Pokażę ci obóz. - zwróciłam się do Amy.

***

Ta cała Eri wydała mi się dziwna. Poczuła się przy niej nieswojo, miała w sobie coś takiego co mnie zdenerwowała. Gdy oprowadzała mnie po obozie coś mówiła, ale nie słuchałam. Moją uwagę bardziej przykuła wala na miecze, którą zauważyłam od razu. Nakręciłam się, miałam ochotę powalczyć z nimi. Nie wiem skąd to się u mnie bierze, od dziecka jestem agresywna i waleczna. Gdy te dwie osoby zaczęły walczyć bardziej zaciekle nie mogłam się powstrzymać. Poczułam przypływ adrenaliny, źrenice mi się powiększyły, a krew w moich żyłach zaczęła płynąć szybciej. Ręce mnie świerzbiły,a by chwycić miecz i się przyłączyć. Eri spojrzała na mnie chłodno, gasząc we mnie cały zapał. Westchnęłam i poszłyśmy dalej. Obeszłyśmy cały obóz.
- Skończyłyśmy. - Eri spojrzała na mnie radośnie.
- Spoko, to co teraz? - zapytałam.
- No nie wiem.. Może pójdziemy sobie nad jezioro? - uśmiechnęła się niepewnie.
Chciała być miła, ale wiedziałam, że coś jej we mnie nie pasowało i vice versa. Nie znałam jej, więc nie chciałam oceniać książki po okładce.
- Dobrze, chodźmy. - z trudem odwzajemniłam uśmiech.
Z daleka już zauważyłam Grovera, siedzącego z jakimś chłopakiem. Z tego co zrozumiałam to jest brat Eri. Chciałam podejść, bo nie byłam przekonana do siedzenia z tą dziewczyną sam na sam.
- Hejka Amy! - Grover krzyknął, gdy nas zauważył – Jak tam? Eri pokazała ci obóz? Podoba ci się?
- Całkiem nieźle. Tak. Tak. - powiedziałam krótko, powoli podchodząc.
- Cześć, jestem Percy. - Chłopak wyciągnął rękę w geście powitania.
- Hej, Amy. - uśmiechnęłam się lekko.
Rozmawialiśmy we czwórkę. Na szczęście nie czułam się przy nich jakoś głupio, całkiem fajnie i swobodnie się z nimi gadało.

***

Nudziłam się. Mogłam nie zostawać tu na cały dzień, nie było tu nic d roboty.
U Hermesa przynajmniej zawsze było z kim pogadać, a tu byłam sama. Percy poszedł chyba z Danielem nad jezioro. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę. - przyszło mi do głowy, że chyba jestem w lepszym nastroju niż rano.
Do domku wszedł Daniel.
- Jak tam? - zapytał z uśmiechem.
- Lepiej niż rano. - uśmiechnęłam się.
Zauważyłam, że znowu czuje się nieswojo w jego towarzystwie.
- Zmieniłaś zdanie i wyjdziesz dzisiaj z domku? - zapytał.
- Może wyjdę... A dlaczego pytasz? - byłam zaciekawiona co mu przyszło do głowy.
- Dzisiaj są sztuczne ognie. - wyjaśnił – Chciałabyś iść na nie razem ze mną?
- To ma być zaproszenie?
- Tak. - odpowiedział – To jak? - zapytał, w jego głosie wyraźnie dało się usłyszeć nadzieję.
Nagle zrozumiałam co powodowało moje wątpliwości.
- A Eri? - Daniel chyba zrozumiał o co mi chodzi.
- Nie martw się. Jak będziesz ze mną to nic ci się nie stanie.

Zrozumiałam, że on o tę sytuację części obwinia siebie, a po części Eri. I chyba na razie będzie jej unikał. Spojrzałam na niego, nie wiedziałam czy powinnam się zgodzić. Eri już mnie nie lubi, a nie chcę żeby miała we mnie wroga. Tylko, że nie mogę nie rozmawiać z Danielem, bo jej się to nie podoba. Postanowiłam zaryzykować.
- Pójdę, ale nie wiem czym to się skończy. - miałam przeczucie, że konsekwencje mojej decyzji wpłyną na wiele rzeczy.
- To przyjdę po ciebie pół godziny przed pokazem. - Daniel uśmiechnął się – Do zobaczenia.
- To na razie. - uśmiechnęłam się.
To przeczucie ciągle nie dawało mi spokoju. Postanowiłam na razie o tym nie myśleć i szykować się na wieczór.
W szafie znalazłam sukienkę, którą Eri mi pożyczyła na urodziny Daniela. Wiedziałam, że zapewne będzie wściekła jeżeli mnie w niej zobaczy, ale nie miałam żadnej innej sukienki. Kiedy byłam już gotowa, zdałam sobie sprawę, że nie wiem, która jest godzina. Na szczęście nie musiałam długo czekać, w pewnym momencie Daniel wszedł do środka razem z Percy'm.
- Hej siostra. - powiedział Percy.
Zrobiło mi się miło.
- Idziemy? - zapytał Daniel
- Myślę, że tak.
Wyszliśmy z domku i razem usiedliśmy na plaży.

***

Siedziałam na plaży z Percy'm, Groverem i Amy aż do obiadu. W trakcie posiłku siedziałam co prawda z Danielem przy stole, ale nawet nie zaszczyciłam go spojrzeniem. Zastanawiałam się nad uczuciem, które towarzyszyło mi przy Amy. Wydawała się sympatyczna, ale nie mogłam pozbyć się otaczającego mnie napięcia, gdy była w pobliżu. Dopiero po chwili zorientowałam się, że coś się zmieniło. Rozejrzałam się. Koło mnie na ławce ktoś siedział.
- Eros! Hej, dawno cię nie widziałam.
- Hej Eri. Ostatni raz widzieliśmy się chyba dwa lata temu, nie?
- No tak. Na moich 14 urodzinach.
Eros nachylił się i pocałował mnie w policzek.
- To co? Idziemy się przejść i pogadać?
- Dobra. - wstałam od stołu.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wszyscy się na mnie gapią. Zignorowałam to i wyszłam z przyjacielem ze stołówki. Idąc w stronę jeziora razem z Erosem, zaczęłam mu się przyglądać. Urósł i wyprzystojniał. Teraz wyglądał na osiemnastolatka.
- Nadal dopasowujesz się do mnie wiekiem? - zapytałam.
- No wiesz, łatwiej mi cię wtedy zrozumieć.
- Nie wolisz być wiecznie dzieckiem, tak jak kiedyś?
Nie był zbyt zadowolony z tego pytania. Nie lubił jak ktoś wiązał go z postacią dziecka w pieluszce latającego po świecie przedstawianą na obrazach, ale wiedziałam, iż kiedyś naprawdę tak wyglądał.
- Czasami za tym tęsknie, - powiedział szczerze – ale ta postać też ma swoje plusy. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Musisz mieć ważną sprawę skoro nagle pojawiłeś się tutaj.
- Jakbyś zgadała.
- To o co chodzi?
- Uważaj.
- Na co? Na kogo?
- Na siebie. Czekają cię teraz wybory, które mogą mieć poważne konsekwencje. Aaa i jeszcze jedno. W lipcu jedna decyzja wpłynie na całe twoje życie. Wybierz mądrze, jesteś córką Ateny, nie powinnaś mieć z tym problemu.
- Ale skąd ty to wiesz? I czemu nie podasz mi jakiś szczegółów?
- Wiem to, ponieważ Afrodyta mi powiedziała.
- Afrodyta? A co ona ma wspólnego z przepowiadaniem przyszłości?
- W twoim przypadku dużo. Wkrótce zrozumiesz.
- Erosie, proszę.
- Nie mogę ci więcej powiedzieć. Pozwolono mi cię jedynie ostrzec. No dobra, muszę już iść.
- Co? Tak wcześnie? - zapytałam zawiedziona.
- Pozwolono mi jedynie na krótką wizytę. Życie pomniejszego boga jest bardziej ograniczone, ale kiedyś sama się o tym przekonasz. Nie martw się, niedługo znowu się spotkamy.
- Mam nadzieję.
Chłopak pocałował mnie w policzek i zniknął w chmurze czerwono-różowego światła. Stałam jeszcze przez jakiś czas patrząc na jezioro. W końcu postanowiłam się ruszyć.
Gdy byłam już pod domkiem, usłyszałam wołanie:
- Eri! Hej Eri!
- Cześć Luke.
- Kto to był ten chłopak, który się koło ciebie pojawił na obiedzie?
- Eros, bóg miłości. Mój najlepszy przyjaciel.
- Serio?
- Tak.
- Nieźle. Jakie masz plany na wieczór? - zapytał zmieniając temat.
- Na dzisiaj? A no tak. Dzisiaj są sztuczne ognie?
- Tak Er, to dzisiaj.
- Normalnie pewnie spędziłabym ten wieczór z Danielem, ale w obecnej sytuacji... A czemu pytasz?
- Tak sobie. - powiedział niewinnie.
Zbyt niewinnie.
- Co ci chodzi po głowie Castellan?
- A czy ja zawsze muszę coś knuć księżniczko?
Po tym jak błyszczały mu oczy poznałam, że chce komuś zrobić kawał. I chyba nawet wiedziałam komu.
- Kto jest celem?
- Daniel.
- Dobra, wchodzę w to.
- Liczyłem na taką odpowiedź księżniczko.
Ignorując fakt, że znowu mnie tak nazwał, nie żeby mi to przeszkadzało, zapytałam:
- To jaki jest plan?
- Pójdziesz ze mną na pokaz sztucznych ogni.
- Co?!
- Nie chodzi o randkę, spokojnie. Chodzi tylko o to by Daniel był zazdrosny.
- Niech będzie. Przyjdź do naszego domku na 30 minut przed pokazem.
- Czemu 30?
- Bo wtedy większość już jest na plaży. Chcę, żeby ludzie widzieli, że ja się tak łatwo nie dam ośmieszyć.
Luke uśmiechnął się łobuzersko. Widać było, iż plan zezłoszczenia Daniela bardzo mu się podoba.
- No to do zobaczenia później. - powiedziałam odchodząc.
Weszłam do domku, kierując się do łazienki. Już czysta i z wysuszonymi włosami, ruszyłam do swojego pokoju. Otworzyłam szafę i wybrałam klasyczny zestaw. Czarna sukienka i czarne sandałki. Potem sięgnęłam po kuferek z biżuterią. Wysypałam połowę jego zawartości na podłogę. Przeglądając biżuterię wyszukałam interesującą mnie rzecz. Lecz zawartość czarnego woreczka była inna niż się spodziewałam. Ze środka wypadły na moją dłoń kolczyki, pierścionek i naszyjnik. Zarówno pierścionek jak i jeden z kolczyków miały kształt sowy, natomiast drugi kolczyk i zawieszka naszyjnika wyglądały jak pomniejszona wersja trójzębu mojego ojca.
Zajrzałam z powrotem do kuferka. Znalazłam tam woreczek, którego szukałam. W środku była czerwona bransoletka. Niby tylko kawałek rzemienia z zawieszonymi na nim koralikami, ale miała dla mnie dużą wartość. W pierwsze walentynki jakie spędzałam na obozie znalazłam ją na poduszce wraz z karteczką, na której było napisane: „Jesteś niezwykła Eri. Nie zapomnij o tym nigdy, cokolwiek by się działo.” Nie wiedziałam od kogo to prezent, ale bardzo lubiłam nosić tą bransoletkę.
Chowając biżuterię z powrotem do skrzynki zastanawiałam się skąd wziął się ten drugi woreczek. W momencie, w którym chciałam schować go do pudełka poczułam, że nie powinnam tego robić. Wysypałam jego zawartość znów na swoją rękę. Ogarnęło mnie uczucie, iż niedługo będzie mi potrzebna.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Zerknęłam na zegarek – 19:45. Byłam tak zamyślona, że nawet nie zauważyłam kiedy minął czas. Szybko założyłam bransoletkę, kolczyki, naszyjnik oraz pierścionek i poszłam otworzyć drzwi.
- Cześć Eri.
Na progu stał Luke, ale wyglądał inaczej niż zwykle. Jego znoszoną koszulkę obozową i podarte spodnie zastąpiła niebieska koszula i nowe dżinsy.
-No, proszę. Ale się ktoś tu wystroił. - uśmiechnęłam się złośliwie, wiedząc jak bardzo nie lubi komentarzy na temat jego ciuchów.
- Weź przestań. Zresztą ty też się ładnie ubrałaś.
- Ja ZAWSZE ładnie wyglądam Castellan.
W tym momencie z góry zszedł Daniel. Zdziwiłam się, nie wiedziałam że był w domku.
- O! Cześć. - powiedział zaskoczony – Co tu robisz Luke?
- Przyszedłem po Eri. - odpowiedział uśmiechając się niewinnie.
- To bawcie się dobrze. - powiedział Daniel wychodząc z domku.
- Co?! Jak to? Kompletnie go to nie ruszyło? - byłam zszokowana.
- Ukrywa emocje. Dobra, chodź. Nawet jak się nie wkurzy to możemy chociaż pooglądać pokaz.
- W sumie racja. - złapałam go za rękę i pociągnęłam na plażę.

***

Na plaży wszyscy oglądali pokaz sztucznych ogni. Patrzyłam na to z daleka. Siedziałam sama i trochę mi się nudziło. Wydało mi się śmieszne, że obozowicze na ten pokaz szukają sobie pary. Czy to takie ważne? Po chwili stwierdziłam, że pójdę tam sama. Nie myślałam o tym, iż mogę przyciągnąć uwagę innych. Kiedy weszłam na plażę wszyscy odwrócili się w moją stronę. Poczułam się trochę nieswojo. Usiadłam gdzieś na tyłach tłumu i przyglądałam się pokazowi. Słyszałam szepty obozowiczów i ich komentarze o tym, że przyszłam sama. Byłam tam, aż do końca. Dzieci Hefajstosa odwaliły kazał niezłej roboty, pokaz był super. Wracałam powoli. Ludzie wyprzedzali mnie, niektórzy przy domkach żegnali się czule. Takie sceny publicznie pokazywane trochę mnie obrzydzały. W drodze do mojego domku zauważyłam Er, był z nią Luke mój chwilowo grupowy. Nie byłam na obozie za długo, ale wydało mi się dziwne, że była z nim, a nie z Danielem, który jak się dowiedziałam, jest jej chłopakiem.

***

Siedzieliśmy ukryci przed spojrzeniami innych za skałą. Wolałam nie prowokować komentarzy o tym, że poszłam na największe randkowisko obozu z chłopakiem własnej siostry. Chociaż i tak, jak szliśmy razem an plażę to wszyscy się gapili.
Po chwili siedzenia Daniel położył się na piasku i pociągnął mnie za sobą. Leżeliśmy objęci patrząc w niebo. I choć wiedziałam, iż nie powinnam to było zbyt przyjemne, by to przerwać. Nagle koło nas usłyszałam śmiech jakiejś dziewczyny. Po chwili dołączył do niej jej kompan. „Raz się żyje. Najwyżej nas tu zobaczą.” - pomyślałam. Po chwili głosy się oddaliły. Znów skupiłam się na niebie. Pokaz był cudowny. Miej więcej w jego połowie, Daniel odsunął się i usiadł, zrobiłam to samo. Po chwili zdałam sobie sprawę, że chłopak nie obserwuje pokazu, tylko mnie. Odwróciłam się i spojrzałam prosto w jego ciemnobrązowe oczy.
- Nina – zaczął – muszę powiedzieć ci coś ważnego.
Milczałam czekając na to co powie.
- Od pierwszej chwili, gdy cię zobaczyłem, podobasz mi się. Jesteś cudowna. Masz śliczny uśmiech i wspaniały charakter. - zamilkł obserwując moją reakcję, po czym dokończył – Kocham cię Nina.
Byłam zszokowana. Niby już mi mówił, że mu się podobam, ale wyznanie miłości? To coś zupełnie innego. Nagle zauważyła, iż w trakcie, gdy ja byłam pogrążona we własnych myślach, chłopak przysunął się do mnie. Wiedziałam co chce zrobić i nie broniłam się przed tym. Też tego chciałam i to od chwili, gdy go poznałam.
Chwilę później poczułam jego wargi na moich ustach. Pocałunek był bardzo przyjemny. Daniel był bardzo czuły i delikatny. Wiedziałam, iż będę miała z tego powodu kłopotu, ale nie chciałam przerywać pocałunku.
Resztę pokazu spędziłam w jego ramionach ciesząc się wieczorem.

***

Usiedliśmy ba skale skąd mogliśmy obserwować całą zatokę. Luke opowiadał mi mnóstwo kawałów. Gdy przez chwilę byliśmy cicho, usłyszałam głosy dochodzące z lewej. Spojrzałam w tamtą stronę, ale nic nie zauważyłam. Spojrzałam w dół. Na piasku siedzieli Daniel i Nina. Zaczęłam nasłuchiwać.
- Kocham cię Nina. - powiedział Daniel.
Gdy usłyszałam te słowa, zmroziło mnie. Po chwili zrobiło się gorzej. Daniel zaczął się z nią całować. Ugodziło mnie to w samo serce. Jak on mógł mi to zrobić?!
- Eri tylko nie płacz. - szepnął do mnie Luke.
Spojrzałam na niego. W jego niebieskich oczach dostrzegłam smutek i współczucie. Wiedziałam, że on też usłyszał co powiedział Daniel.
W moich oczach stanęły łzy, ale nie chciałam płakać. Nie przez takiego idiotę. Zacisnęłam pięści.

***

Zastanawiało mnie to, czemu Eri była smutna. Od grupy stojącej niedaleko usłyszałam, że Daniel całował się z Niną, siostrą Eri. Byłam zła. Nie znałam go za dobrze, ale żaden chłopak nie powinien tak traktować swojej dziewczyny. W moich oczach bardzo wiele stracił, myślałam że jest równym gościem, kiedy Eri mi go przedstawiła. Nie wiem czemu, ale miałam ochotę ze złości rozłupać mu czaszkę. Nie mogłam tego zrobić, ale moje mniemanie o nim drastycznie spadło.


sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 2

Tydzień później 
Byłam wykończona. Nigdy tak intensywnie nie ćwiczyłam,a dopiero skończyliśmy trening walki. Postanowiłam odpocząć na pomoście, na plaży. Chciałam przemyśleć ostatnie wydarzenia, bo ostatnio wiele się wydarzyło. Kilka razy rozmawiałam z Danielem i nadal go nie rozumiałam. Położyłam się na pomoście i spojrzałam w niebo. Było bezchmurne. Po chwili musiałam zasnąć, bo nagle obudziła mnie woda, którą ktoś mnie ochlapał. Usiadłam na pomoście i zobaczyłam, że Eri i Percy grają w siatkówkę w wodzie. Daniel siedział na brzegu, zastanawiałam się, dlaczego z nimi nie gra. Przyjrzałam się Eri i zobaczyłam, że piłka jest z wody. No, tak dzieci Posejdona. Nagle Percy rzucił we mnie. Pogodziłam się z tym, że będę cała mokra, ale odruchowo spróbowałam złapać ta piłkę. Ze zdziwieniem zauważyłam, że zachowała swoją formę. Ze śmiechem odrzuciłam ją do Eri. Nie zauważyła jej i dość mocno oberwała. Spojrzała na mnie zaskoczona.
- Nina? Jak ty to zrobiłaś?
- Nie wiem. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Chodź do nas! - zawołał Percy – spróbujemy jeszcze raz i zobaczymy czy ci się uda.
Wskoczyłam do wody i do nich podpłynęłam. Kiedy stanęłam na nogach rzucił do mnie piłkę. Znowu ją załapałam.
- No to chyba mam jeszcze jedną siostrę. - powiedział ze śmiechem – No, ale jeszcze nic nie wiadomo.
Nie wiedziałam co o tym myśleć. Z jednej strony fajnie by było jakby się okazało, że jestem córką Posejdona, a z drugiej naprawdę podoba mi się Daniel, a odbić chłopaka siostrze to mi się nie uśmiecha.
- Jak będziemy grać we trójkę w siatkówkę? - zapytała Eri.
- Trudno będzie, ale chyba nam się uda.
- Daniel skarbie, na pewno się do nas nie przyłączysz? - zwróciła się do swojego chłopaka Eri.
- Nie dzięki, ale wy bawcie się dobrze.
- To rzucaj siostra! - zawołał wesoło Percy.
Zaczęliśmy grać i świetnie się bawić dopóki nie zrobiło się gorąco. Wtedy postanowiliśmy popływać. Ciekawie obserwowało się dzieci Posejdona. Prawie nie wynurzali się z wody, a jeśli już to tylko po to by ochlapywać wodą mnie, Daniela lub siebie nawzajem. W pewnym momencie Eri nagle złapała mnie za nogę i wleciałam do wody. Zdziwiło mnie to, że mogłam oddychać pod wodą. Postanowiłam to wykorzystać.

***

Po paru minutach zauważyłam, że Nin nadal nie wypłynęła. Zanurkowałam po to by się rozejrzeć. Nigdzie jej nie widziałam.
- Nin! Gdzie jesteś? - zawołałam zaczynając się denerwować.
- Co jest mała? Co jest z Niną? - zapytał zdziwiony Daniel.
Po chwili zarówno on jak i Percy znaleźli się obok mnie. Byli zaskoczeni i zaciekawieni.
- Jakieś 5 minut temu przeze mnie Nina wylądowałam w wodzie. I dotąd się nie wynurzyła. A pod woda jej nie ma.
- Nie mogła tak po prostu zniknąć. – powiedział Percy – Pewnie wyszła z wody kawałek dalej.
Zaczęliśmy szukać dziewczyny. Martwiłam się czy nic jej się nie stało. W końcu to ja ją wciągnęłam pod wodę. Po paru minutach poddaliśmy się. Niny nigdzie nie było. Byłam przerażona. Nagle za swoimi plecami usłyszałam wrzask. Podskoczyłam wystraszona, a wtedy ktoś mnie chwycił i wciągnął do wody. Fakt, i tak byłam sucha, ale nie było to przyjemne doświadczenie. Wynurzyłam się i zobaczyłam, że Daniel i Percy się śmieją i patrzą na coś za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam Ninę.
- Ty! - wrzasnęłam na dziewczynę – Jak śmiałaś?!
Cała trójka przestała się śmiać i spojrzała na mnie zaskoczona.
- Przez ciebie wleciałam do wody!
- Ale przecież nic się nie stało. Nie jesteś nawet mokra. - broniła się Nina.
- To nie zmienia faktu, że przez ciebie się ze mnie śmieją! A ty i tak mi już podpadłaś!- miałam tego dość.
Zbyt długo wstrzymywane emocje, uwolniły się.
- Co ci takiego zrobiłam?
- Udajesz moją przyjaciółkę, a chcesz odbić mi chłopaka!
Dopiero teraz zauważyłam, że moje krzyki ściągnęły nad jezioro Luke'a, Nicka i mnóstwo innych osób.
- A wy co tu robicie? Nie macie innych rzeczy do roboty? Zmiatać mi stąd natychmiast! - wydarłam się na moją publiczność.
Najmłodsi szybko uciekli, starsi odchodzili niechętnie, ciekawi co tu się dzieje. Po 10 minutach oprócz mnie nad jeziorem byli Percy, Luke, Annabeth, Daniel, Nina i Nico.
- Eri, proszę cię. Uspokój się. Nic się takiego nie stało. - próbował uspokoić mnie Percy. Widziałam iż się o mnie martwi i nie chce bym zrobiła coś czego miałabym później żałować.
- Przykro mi Percy, ale nie mogę wytrzymać tego co ona robi. - powiedziałam spokojnie. - Eri ja nie chciałam cię urazić. - spróbowała ponownie Nina.
- Ja ci tego nie wybaczę. Wręcz przeciwnie. Wyzywam cię na pojedynek.
Widziałam, że cała grupa zesztywniała słysząc moje słowa.
- Zgoda. - powiedziała odważnie.
- Percy, daj mi proszę Orkana.
- Przykro mi, ale nie. Jesteś moją siostrą tak samo jak ona. - powiedział patrząc na Ninę.
Nad głową dziewczyny błyskał znaczek trójzęba.
- Tym gorzej dla niej. Luke?
- Nie uważam, żeby ta walka była dobrym pomysłem, ale już ją wyzwałaś. Szerszeń jest twój.
Wzięłam od chłopaka miecz i ponownie odwróciłam się do Niny.
- Co „siostrzyczko”? Nie masz broni? Na pewno MÓJ chłopak ci pożyczy. - powiedziałam akcentując słowo mój.
Daniel z kwaśną miną wręczył Ninie swój miecz.
- Proszę was. Nie zachowujcie się jak dzieci. - powiedziała Ann.
- Trudno. Ja według rodziców zawsze się tak zachowuję. - spojrzałam na stojąca przede mną córkę Posejdona – Nie zmieniasz zdania? Będziesz walczyć?
- Będę.
- No to dawaj.
Zaatakowała pierwsza. Z łatwością odparowałam jej atak. Miałam wrażenie, że albo jest słaba albo walczy niechętnie. Wygrywałam. Nagle zamachnęłam się mieczem, lecz nie celowała bezpośrednio we mnie. Uchyliłam się niedostatecznie szybko. Zapiekło mnie ramię. Miałam wielką szramę od ramienia do łokcia, wyciekał z niej ichor. Patrzyłam na ranę zszokowana. Nie tylko ja, wszyscy obecni patrzyli zdziwieni.
- Ty...ty! Ty śmiałaś mnie zranić!
- A co? Miałam dać się zabić? - zapytała ironicznie Nina.
- No proszę, ktoś tu się prosi o lanie.
Byłam wściekła. Udawała moją przyjaciółkę, żeby odbić mi chłopaka, ośmieszyła mnie przed przyjaciółmi i do tego jeszcze się ze mnie nabija! Zaatakowałam ze zdwojoną siłą. Dziewczyna zaczęła się wycofywać wystraszona. Nagle potknęła się o coś i wylądowała w wodzie. Tylko na to czekałam. Zamachnęłam się mieczem.
- Eri! Stój! - usłyszałam przerażony głos Daniela.
Mój miecz natrafił na przeszkodę kilkanaście centymetrów od twarzy Niny. Była to ściana z wody. Spojrzałam w bok. Tak jak myślała. Przeszkodę stworzył Percy. Wiedziałam, że powinnam się uspokoić ale nie mogłam. Chciałam trafić Ninę. Chciałam zadać jej ból. Zaczęłam uderzać mieczem w przeszkodę. Nie mogłam przestać. Starałam się ją zniszczyć. Wiedziałam, iż ktoś coś do mnie woła, ale ja słyszałam tylko szum. Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za ręce.
- Już dobrze Eri, uspokój się. - usłyszałam spokojny, męski głos tuż przy uchu – Przestań wymachiwać tym mieczem.
Odwróciłam się i wtuliłam twarz w ramię Nicka. Ręce opuściłam luźno wzdłuż ciała, miecz wypadł mi z ręki i z brzdękiem uderzył o dno. Zaczęłam płakać. Na początku był to delikatny szloch, lecz szybko przeszedł w histeryczny płacz.
- Cicho, cicho. Już dobrze, nie martw się, nic jej nie zrobiłaś. - chłopak głaskał mnie po włosach.
Widziałam jak Percy uwalnia wodę, a Daniel pomaga Ninie wstać i wyciąga ją z jeziora. Po jakimś czasie doszłam do siebie. Odsunęłam się od Nicka i zaczęłam szukać Szerszenia. Po chwili wyszłam z wody i wręczyłam Luke'owi miecz. Po czym pobiegłam do domku.

***

Staliśmy jeszcze przez jakiś czas nad jeziorem.
- No takiej furii to ja się po niej nie spodziewałem. - powiedział Luke z lekkim podziwem.
- No cóż. Żadne z nas się nie spodziewało. - odpowiedziałem.
Byłem zły na siebie, że to Nico jako pierwszy zareagował, a nie ja, przeszkadzało mi też to, iż wiedział jak Eri uspokoić. Zauważyłem spojrzenie Annabeth utkwione we mnie.
- Percy nie obwiniaj się. - powiedziała nadal na mnie patrząc.
- No właśnie. To moja wina. - rzekł Daniel – Całą uwagę poświęcałem Ninie, to zrobiła się Eri zazdrosna.
- Może i tak. Dobra, idę jej poszukać.
Ruszyłem w stronę obozu. Tak jak się spodziewałem, znalazłem ją w jej stajni. Gdy wszedłem nie dała po sobie poznać czy mnie zauważyła i dalej czyściła swojego pegaza.
- Cześć Eri. Witaj Milko.
„Witaj Percy”
- Hej. – odpowiedziała nie odwracając się siostra.
- Er proszę, możesz na mnie spojrzeć?
Dziewczyna po chwili wahania postanowiła spełnić moja prośbę. Miała zaczerwienione i spuchnięte oczy. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu, a później Eri znowu odwróciła się do Milki. Wróciła do czynności, która jej przerwałem.
- Co się stało? Czemu aż tak się zdenerwowałaś?
- Ja wychowałam się w zupełnie innych warunkach Percy. U nas wszelkie spory zawsze rozwiązywano pojedynkiem, a zniewag tak łatwo nie przebaczano. Zresztą wiesz jak zachowują się bogowie, nie muszę ci tego tłumaczyć.
- To rozumiem, ale ta furia. Skąd się wzięła?
- Przez 14 lat mojego życia byłam rozpieszczoną jedynaczką. Później trafiłam tutaj. Od strony mamy miałam dużo rodzeństwa, a od taty tylko ciebie. I nagle puf i mam kolejną siostrę. Do tego siostra ta wodzi rozmarzonymi oczami za moim chłopakiem. Taka nagła zmiana była nie przyjemna. A do tego ona dała radę mnie zranić. Uraziło to moją dumę.
- O bogowie. Eri ty próbowałaś ją zabić!
- No wiem! Nie potrafię sobie tego wybaczyć. Nie wiem czemu chciałam to zrobić. - dziewczyna zaczęła podciągać nosem.
Wiedziałem, że jeżeli czegoś zaraz nie zrobię to ona znowu zacznie płakać.
- Eri przepraszam. Uspokój się proszę. Nie wiem co robić gdy dziewczyna płacze.
Siostra uśmiechnęła się. Ucieszyłem się, że udało mi się zapobiec kolejnej powodzi łez.
- Jutro, a może jeszcze dzisiaj przyjadą pozostali obozowicze. - powiedziałem, żeby zmienić temat.
- Tak, ciekawe ile będzie nowych osób.
- Grover ostatnio mi mówił, iż znalazł jedną dziewczynę.
- O. To super. Ciekawe kto to będzie.
No cóż. Za dużo mi nie powiedział. Inni uczniowie dziwili by się czemu rozmawia z tęczą.
- Uczniowie? A czemu mieliby to widzieć?
- Grover jest teraz w szkole z internatem w Chicago.
- Szkoła z internatem to ta gdzie uczniowie mieszkają, tak?
- Tak. To właśnie taka szkoła.
- Byłeś kiedyś w takiej?
- Parę razy. Ale każdej mnie wyrzucali.
- Czemu właściwie teraz te dwa ostatnie lata spędziłeś na obozie? Wiem od Ann, że wcześniej jeździłeś do domu na resztę roku.
- Pierwszy rok zostałem ze względu na ciebie.
- Na mnie?
- Tak. Ojciec prosił mnie, żebym został i pomógł ci się przystosować.
- A drugi rok?
- Nie wiem. Jakoś tak. Nie chciałem wracać do domu sam. Przyzwyczaiłem się do tego, że mam irytującą, małą siostrzyczkę za współlokatorkę.
- Ale chciałeś, żeby się wyprowadziła.
- Tak, ale mimo wszystko podobało mi się to, że nie musiałem mieszkać sam. A zresztą była II wojna z tytanami, musiałem pomóc.
- No tak. A po wakacjach pójdziesz do szkoły?
- Pewnie tak, mama chce bym skończył liceum.
Zauważyłem, że Eri posmutniała.
- Co jest mała?
- Nic, nic. Ja po prostu też chciałabym iść do szkoły. A ja nawet nie mogę opuścić obozu, żeby nikt się nie czepiał.
- Przykro mi Er, ale nic na to nie poradzę.
- Dał byś radę, proszę. Pomóż mi się stąd wyrwać. Chcę być jak normalny człowiek. Chodzić do szkoły. Uczyć się. Spotykać nowych ludzi.
- No zobaczymy co da się zrobić. - wiedziałem, że nie powinienem, ale chciałem, żeby byłą szczęśliwa. A jak widać ona do szczęścia potrzebuje odrobiny wolności.
Nagle usłyszeliśmy dźwięk kochny.
- No dobra, koniec płakania i narzekania, idziemy na obiad. Do zobaczenia Milka!
„Pa Percy, pa Eri”



czwartek, 14 maja 2015

Rozdział 1 cz.2

Ten obóz jest ogromny. Na razie trafiłam do domku Hermesa, tak jak wszyscy, którzy tu przyjeżdżają. To jest chyba niemożliwe. Dowiedziałam się, że jestem półboginią. W każdym razie wszyscy tak podejrzewają, bo na razie żaden z bogów się do mnie nie przyznał. Mam nadzieję, że to się niedługo stanie. Niektórzy tutaj nie najlepiej mnie traktują z tego powodu.
- Cześć Nina. Wiesz, że dzisiaj będzie walka o sztandar? - zagadnęła mnie jakaś wysoka blondynka.
Dopiero po chwili przypomniałam sobie, że to Eri, dziewczyna z którą tu przyjechałam. Na widok mojej chyba dość głupiej miny, zaczęła tłumaczyć.
- To taka gra. Tym razem będą trzy drużyny. Domek Hadesa, czyli Nico, razem z sojusznikami będą bronić sztandaru. Moja drużyna i drużyna Daniela będą atakować. Ty jesteś chyba z Danielem. - Eri gadała bez przerwy, a ja nic nie rozumiałam. W końcu wzięła mnie za rękę. - Chodź przedstawię ci go.
Zaprowadziła mnie do swojego domku. Był wspaniały, większy od innych, ładniejszy... Ciekawe dlaczego. Wchodząc do domku spotkałyśmy Daniela. Zaniemówiłam. Był przystojny, wysoki, wysportowany, miał blond włosy i ciemnobrązowe oczy. Ledwo zareagowałam na to, że Eri mnie przedstawiła.
- Cześć. - uśmiechnął się wyciągając rękę.
Uśmiechnęłam się również, ale nie byłam w stanie nic powiedzieć.

***

Wszyscy staliśmy w półkolu: domki Hermesa, Nike i Afrodyty. Daniel stał na środku – został liderem naszej drużyny – i rozdzielał role.
- Ja idę prosto po sztandar. Wy róbcie dużo hałasu, żeby mnie nie zauważyli. - spojrzał po naszych twarzach. - Ktoś ma lepszy pomysł? - zapytał.
Odezwał się jakiś wysoki blondyn, który wglądał an najstarszego w naszej zbieraninie:
- Musisz iść ty? Zawsze zabierasz sobie najlepszą rolę!
- Luke! - odezwała się jakaś dziewczyna – Czy ty zawsze musisz szukać problemów? Mi ten pomysł się podoba.
- Róbcie co chcecie. - Luke się poddał – Ale ja będę szedł za Danielem. Zdobycie sztandaru nie może zależeć od jednej osoby.
Słuchając tego co mówił przypomniałam sobie kim jest. Był pierwsza osobą, którą poznałam na obozie. Luke Castellan drużynowy Hermesa. Zdawał się w ogóle nie zwracać uwagi na niezadowolone spojrzenia, które rzucała mu reszta drużyny. Rozeszliśmy się po lesie. Usłyszałam, że ktoś mnie woła. To był Daniel. Lekko chwycił mnie za rękę.
- Nina, uważaj. Nikt nie pomyśli sobie „ona nie umie walczyć, dam jej spokój”, tylko wszyscy będą chcieli cię pokonać myśląc, że to będzie łatwe.
Spojrzałam na niego zaskoczona. Zachowywał się jakby mu zależało na tym, żeby nic mi się nie stało.
- Idź już. - uśmiechnął się, a ja odpowiedziałam tym samym.
Odwróciłam się i weszłam w las. Starałam się kogoś znaleźć, bo czułam się tutaj nieswojo. Po kwadransie usłyszałam jakieś głosy. Cicho wyjrzałam zza drzewa – to była Eri rozmawiająca z jakąś inną blondynką, chyba siostrą, bo były bardzo podobne. Nie słyszałam, co mówiły, ale po chwili rozeszły się w dwie różne strony. Słyszałam już opnie o tym jak walczy Eri, więc poszłam cicho za ta drugą dziewczyną. Gdy byłam już blisko zaatakowałam ją. Co prawda Daniel ostrzegał, ale chciałam mu jakoś pomóc. Odwróciła się błyskawicznie słysząc moje kroki. Z łatwością odbijała moje ciosy, wiedziałam, że atak na nią był błędem. Nagle zaatakowała mnie z taką prędkością, że nie dałam rady się obronić. Jej sztylet najpierw przejechał mi po ręce, a zaraz potem potknęłam się o korzeń. Uniosłam lekko głowę i zobaczyłam, iż dziewczyna zaczyna odchodzić. Rzuciłam się do przodu i musnęłam końcem miecza jej łydkę. Przewróciła się z głośnym krzykiem. Chciałam wstać, ale poczułam, że skręciłam kostkę. Zaczęłam powoli iść trzymając się drzew. Na ręce czułam ciepło spływającej krwi. Obejrzałam się i zobaczyłam, że mojej przeciwniczce pomaga jakiś chłopak. Żałowałam, iż tam nie zostałam, bo było mi słabo. Usłyszałam za sobą kroki, odwróciłam się. To był Daniel.
- Co ty sobie zrobiłaś?! - spojrzał na mnie pełnym przerażenia wzrokiem. - Chyba z nikim nie walczyłaś?
Spuściłam wzrok, było mi głupio, ze zaatakowałam tamta dziewczynę.
- Chodź, wyprowadzę cię z pola gry. - chwycił mnie za rękę, ale ja pokręciłam głową.
- Ty idź po sztandar, ja jakoś sobie poradzę.
- Nie, nie możesz tu zostać w takim stanie. Możesz iść? - znów musiałam pokręcić głową.
- Chyba skręciłam kostkę.
- No to cię zaniosę. - uśmiechnął się i wziął mnie na ręce.
Nie wiedziałam co się dzieje. Chłopak Eri dla mnie rezygnuje z walki o sztandar? Coś tu nie gra. Spojrzałam na niego. Był smutny. Chciałam mu coś powiedzieć, żeby znów się uśmiechał, ale nie wiedziałam co.

***

- Chodźcie wszyscy! - zawołał Percy.
Szybko podeszłam i stanęłam po jego lewej ręce, a Annabeth po prawej. Przed nami stanęli mieszkańcy domków Ateny, Demeter i Dionizosa.
- Plan wygląda tak – zaczął Percy – Sztandar znajduje się na plaży, pilnuje go Nico. Cała reszta ich ekipy pewnie będzie czaiła się gdzieś w pobliżu. Będziemy udawać, że to ja idę po sztandar.
- To kto po niego pójdzie? - zapytała jakaś dziewczyna od Demeter.
- Eri i Annabeth.
- Część drużyny chroni Percy'ego, a część rozchodzi się i odwraca uwagę ode mnie i Eri – powiedziała Ann.
- Są jakieś uwagi? - zapytał Percy – Nie ma? To świetnie. Teraz ustalimy kto będzie, w której ekipie.
Pięć minut później poszliśmy zająć swoje miejsca. Szłyśmy z Annabeth w stronę jeziora, rozmawiając wesoło. Po chwili zaproponowała żebyśmy się rozdzieliły.
- Jeśli tak chcesz Ann, to zgoda.
- Dobra to ty idź w prawo, a ja w lewo. Podejdziemy Nicka z dwóch stron.
- To do zobaczenia przy sztandarze – powiedziałam siostrze wesoło i poszłam swoja drogą.
Żałowałam, że się rozdzieliłyśmy, samemu iść było nudno. Nasz plan chyba zadziałał, ponieważ nikogo nie spotkałam. Po jakiś 15 minutach znalazłam się przy jeziorze. Stojąc w cieniu drzew rozglądałam się. Po chwili zauważyłam Nicka, ale nikogo więcej. Siedział oparty o drzewo i nucił jakąś melodię. Upewniwszy się, iż nie widzę nikogo innego, wyszłam z cienia. Chłopak ujrzawszy mnie podniósł się zwinnie jak kot i uśmiechnął.
- Cześć Eri. Zastanawiałem się kto z waszej ekipy tu przyjdzie.
- Hej Nico. - również się uśmiechnęłam – Nudziłeś się czekając na nas?
- Nie. Lubię być sam.
- Miło się rozmawia, ale przyszłam po sztandar. Czy mógłbyś mi go dać czy muszę o niego walczyć?
- Niestety dać ci go nie mogę. - widząc, że dobywam miecza dodał – Walczyć z tobą też nie zamierzam.
- Jeżeli nie chcesz walczyć to czemu nie oddasz sztandaru?
- Ponieważ go nie mam, ale mogę ci powiedzieć gdzie jest.
- Dobra to powiedz i sama go sobie wezmę.
- Widzisz tamte drzewa? - zapytał wskazując na rośliny znajdujące się na małej wysepce w zatoce – Tam jest sztandar.
- Brzmi za łatwo. Jak jest ukryty?
- Tylko dla ciebie to takie proste, nie wszyscy z taka łatwością dostaną się na wyspę bez łodzi. Ale pomijając to sztandar wisi na drzewie. Będziesz musiała się wspinać. - powiedział z błyskiem w oku.
- Nie przebieraliście w środkach żeby go ukryć.
- Nie chciałem, żeby poszło wam zbyt prosto.
- To widzimy się jak zdobędę sztandar. - pożegnałam go.
„Gdzie jest Ann? Ktoś ją zaatakował czy co że jeszcze nie przyszła.”
Dostałam się na wyspę korzystając ze zdolności dziecka Posejdona. Drzewo, na którym wisiał sztandar znalazłam równie łatwo. Gorzej było z wejściem na nie. Nigdy nie przykładałam się do ćwiczeń ze wspinaczki. Wydawały mi się strasznie nudne. Nagle moich uszu doszły jakieś głośne dźwięki. To Nico walczył z Luke'iem na plaży. Musiałam działać szybko. Nagle przyszedł mi do głowy świetny pomysł. Chwilę później wzbijałam się w powietrze na wielkiej fali.
- Tak! Wygraliśmy! - krzyknęłam w momencie gdy moje palce złapały materiał.
Wróciłam na plaże gdzie stali uśmiechnięty Nico i zły Luke.
- Gratuluję Eri. - powiedział zjadliwie Luke.
- No już się nie złość. Następnym razem pewnie wy wygracie.
- Mam taką nadzieję. - odpowiedział.
- Dobra koniec z tym. Gra się skończyła, więc lepiej ogłośmy to zanim pozabijają się w tym lesie. - powiedział wesoło Nico.
Syn Hadesa wyjął z kieszeni gwizdek i zagwizdał głośno trzy razy. Potem ruszyliśmy we trójkę w stronę granicy lasu, rozmawiając o grze i walce.

***

Siedziałam na jakimś pniu na granicy lasu, a jedna z córek Apolla zajmowała się moją ręką i nogą.
- No i gotowe. - powiedziała po chwili – Radzę ci przez jakiś czas nie biegać i nie skakać, żebyś nie pogorszyła stanu nogi.
- Dziękuję.
- Nie ma za co. - powiedziała i odeszła do swoich znajomych.
Po chwili usiadł koło mnie Daniel.
- I jak?
- Będzie ok. Mam na razie nie biegać i skakać.
- To dobrze. Ciekawe kto wygrał. - powiedział zmieniając temat – Pewnie Posejdon, ale Luke mówił, że też pójdzie po sztandar, więc możemy możemy wygraliśmy.
- Skąd wiesz, że już koniec gry? - zapytałam zdziwiona.
- Ponieważ były 3 gwizdki, a to oznacz, iż ktoś zdobył sztandar. Zresztą sama zobacz.
Popatrzyłam we wskazanym kierunku. Z lasu wychodziła właśnie Eri w towarzystwie Luke'a i jeszcze jakiegoś czarnowłosego chłopaka ubranego na czarno. Dziewczyna trzymała sztandar w ręce. Był biały pokryty różnymi znaczkami, między innymi sową, włócznią i trójzębem, a na środku miał wyszytą wielką, czarną liczbę - 21.
- Hej skarbie! - zawołała Eri, gdy zauważyła Daniela.
Chłopak podszedł do niej, przyciągnął ją do siebie i pocałował.
- No cześć mała – odpowiedział, gdy po chwili się od niej odsunął – Widzę, że wygraliście.
Nie dosłyszałam odpowiedzi dziewczyny, gdyż w tym momencie poczułam ukłucie zazdrości.
- Nina co ci się stało? - zapytała Eri, zauważywszy bandaż na mojej nodze i ręce.
- Walczyłam z tą blondynką, z którą byłaś w lesie.
- Z Annabeth? Dlatego nie pojawiła się na plaży.
- A więc wygraliście? - zapytałam Eri.
- No. I dlatego sztandar tak wygląda. - widząc moją minę wyjaśniła – Sztandar przybiera kolor, numer i znaczek po drużynie, która go ma. Jako że ja go zdobyłam, w następnej walce o sztandar mój domek – 21, będzie dowodził jedną z ekip. A co do wygranej to łatwo poszło.
Mówiąc to spojrzała na swojego czarnowłosego towarzysza.
- Dla ciebie łatwo. - wtrącił się Luke – Wykorzystałaś moment, gdy walczyłem z Nico i zabrałaś sztandar.
- No i co? To jest dozwolone.
Wciąż patrzyłam na tamtego chłopaka. Wysoki, ale nie aż tak jak Luke czy Daniel, lecz nadal wyższy od Eri i mnie. Nawet przystojny. Ale miał szkliste oczy i ciemne since pod nimi. Było w nim coś mrocznego. Chłopak, jakby wyczuł moje spojrzenie i zwrócił się do mnie.
- Jestem Nico. Syn Hadesa. Jesteś tutaj nowa?
- Miło mi. Ja mam na imię Nina. I tak, przyjechałam dzisiaj. Spotkałam Eri i jakiegoś chłopaka, chyba Grover miał na imię, w Nowy Jorku i przyjechała tu z nimi.
W tym momencie Daniel, Luke i Nico jednocześnie spojrzeli na Eri.
- No co? Mam prawo stąd wychodzić. - broniła się.
- To było nieodpowiedzialne. Mogło ci się coś stać. - powiedział Daniel.
- Wcale nie. Pożyczyłam od Percy'ego Orkana.
- On o tym wiedział? - zdziwił się Luke.
- Nie.
Nie rozumiałam o co chodzi. Ale miałam wrażenie, że wpędziłam dziewczynę w kłopoty mówiąc o jej udziale w moim przybyciu.
- A co jest złego w tym, że Eri wyszła z obozu? - zapytałam.
Odpowiedział mi Nico:
- No cóż. Chodzi o to, iż ktoś z łatwością mógł ją zaatakować. Ktoś mógłby chcieć szantażować jej rodziców, doprowadzić do walki.
- O bogowie. Przesadzasz Nico. Jestem dorosła i umiem o siebie zadbać, a zresztą nie byłam sama. - powiedziała Eri.
- Tylko się nie kłóćcie. - wtrącił się Daniel – Są moje urodziny, więc proszę was żebyśmy nie psuli sobie tego dnia. Eri zachowywała się nieodpowiedzialnie, ale co się stało to się nie odstanie.
- Dobra. Koniec tej rozmowy. Trzeba jeszcze załatwić parę rzeczy. - powiedział Luke.
Po chwili wszyscy się rozeszli. Luke i Daniel poszli do domków, Nico wrócił do lasu, a Eri podeszła do Annabeth i tego chłopaka, który jej wcześniej pomagał.
Zostałam sama. Zaczęłam myśleć o wszystkim co się dzisiaj działo. Najbardziej zastanawiało mnie zachowanie Daniela oraz spojrzenia jakie Eri rzuciła Nickowi.

***

- Hej Ann! Percy!
- Cześć Eri.
- Cieszę się, że wygraliśmy.
- Ja też. Po tym jak spotkałem ranną Ann w lesie to bałem się, że może druga ekipa was zaatakowała. - odezwał się Percy.
- Właśnie, Annabeth słyszałam, że walczyłaś z Niną.
- Tak i wygrałam z nią, ale gdy chciałam odejść cięła mnie w tył nogi.
- Ała. Nie lubię tego w tej grze. Robimy sobie nawzajem krzywdę.
- No, niestety, ale to i tak świetna gra. - powiedziała Ann
- Dobra dziewczyny, ja idę. Jeszcze trzeba skończyć przygotowania do uczty. - Percy pocałował Ann w policzek, zmierzwił mi włosy i odszedł.
Postanowiłam wykorzystać szansę, że jesteśmy same.
- Słuchaj Ann. Muszę z tobą pogadać.
- Coś się stało?
- No tak. W sumie tak.
Usiadłyśmy na stojącej w pobliżu ławce.
- No to mów, co się stało?
- Coś jest nie tak z Danielem.
- Z Danielem?
- Tak, mam wrażenie, że on zrezygnował z pójścia po sztandar dla Niny.
- A dlaczego tak myślisz?
- Ponieważ Luke mi powiedział, iż obaj mieli iść po sztandar, a gdy wyszliśmy we trójkę, razem z Nickiem, z lasu to on siedział z nią na kłodzie.
- To jeszcze nie powód by tak myśleć Eri. Przesadzasz.
- No, może masz rację. Ale mam jeszcze dwie rzeczy.
- Zamieniam się w słuch.
- Chodzi o Nico. Gdy poszłam po sztandar po prostu mi powiedział gdzie jest, ale gdy po chwili przyszedł Luke to z nim walczył.
- Wiesz co, wydaje mi się, że Nico po prostu chciał być dżentelmenem i dlatego z tobą nie walczył. A sprawa numer 3?
- Chodzi o to co ja dzisiaj zrobiłam. A co do Nicka to możesz mieć rację.
- A co zrobiłaś?
- Pamiętasz dzisiejsze pojawienie się Niny?
- Oczywiście. Grover ją przyprowadził, a co?
- No bo to nie do końca prawda. Tylko proszę nie mów Percy'emu, sama mu powiem.
- Co jest nie do końca prawdą?
- Ja też tam byłam. Poleciałam z Groverem do Nowego Jorku.
- Ale po co? I czemu nikomu nie powiedziałaś? To było nierozsądne. - zdenerwowała się na mnie siostra.
- Oh, Ann. Proszę cię, wysłuchaj moją historię, a później się możesz na mnie denerwować.
- Dobra. To mów dalej.
- Polecieliśmy tam po prezent dla Daniela. Wychodziliśmy właśnie ze sklepu, gdy do nas podbiegła. Gonił ja pies. Ale nie taki zwykły. Był większy, szybszy i agresywniejszy niż normalny pies. A do tego śmierdział zgnilizną. Zabiłam go. A ponieważ Groverowi wydawało się, iż Nina jest herosem, zabraliśmy ją ze sobą do obozu.
- A jak go zabiłaś?
- Pożyczyłam Orkana. Tak na wszelki wypadek.
- Dobrze, że chociaż broń wzięłaś. Ale następnym razem zapytaj brata czy możesz.
- Następnym razem?
- Znam cię, nie powstrzymam cię przed wyjściem z obozu. Ale lepiej informuj i bierz ze sobą kogoś oprócz Grovera.
- Zgoda. - uśmiechnęłam się do Annabeth.
Dziewczyna odwzajemniła gest. Cieszyłam się, że nie jest na mnie za bardzo zła.
- Czekaj. Powiedziałaś, że ten pies zalatywał zgnilizną?
- No, tak.
- Dziwne. No, ale nie przejmujmy się tym teraz. Nie wiem jak ty, ale ja idę zapakować prezent i przebrać się przed imprezą.
- Do zobaczenia później Ann.

***

Szłam powoli przez obóz. Nie wiedziałam, co mogę tu robić. Usłyszałam, że ktoś mnie woła. To była Eri.
- Nina, wiesz, że za chwilę jest impreza urodzinowa Daniela?
Spojrzałam na nią zaskoczona.
- No fakt, nie wiesz. A masz co ubrać?
- Nie – odpowiedziałam kręcąc głową.
- To chodź ze mną . Wybierzemy coś dla ciebie z mojej szafy. - uśmiechnęła się.
Poszłam z nią. Zaniemówiłam, widząc garderobę Eri. Byłą gigantyczna, ale najbardziej zadziwiająca była kolorystyka. Wszystkie ciuchy Eri były czarne, niebieskie, szare, czerwone albo białe. Długo trwały poszukiwania, ale w końcu Eri znalazła dla mnie idealną sukienkę. Była cudowna. Nie miała rękawów, do kolan z przodu, a z tyłu miała asymetryczny tren do połowy łydki. Sukienka od góry była biała, przechodziła przez różne odcienie niebieskiego i kończyła się na granatowym. Gdy już włożyłam kreację, Eri ułożyła mi włosy i pomalowała mnie. Wyglądałam jak księżniczka. Ale gdy chwilę później Eri wyszła z łazienki, zaniemówiłam. Jeżeli ja byłam księżniczką, to ona królową. Miała na sobie czerwoną sukienkę przed kolana, bez ramiączek. Dół rozchodził się od talii.
- Wow.
- Dziękuje. - powiedziała ze śmiechem – Ale i tak wyglądasz lepiej niż ja.
- Chyba żartujesz. - uśmiechnęłam się.
- Dobra idziemy. Trzeba jeszcze zobaczyć czy wszystko jest w porządku na imprezę-niespodziankę.
- Niespodziankę?
- No, oczywiście. Sama wszystko organizowałam. - powiedziała z dumą.
- Ok. To idziemy.

***

- Co wy tu zrobiliście?!
Przede mną na polanie, w okół miejsca na ognisko, walały się resztki ławek i kamienie.
- No już, gadać! - krzyknęłam – Mieliście ustawić ławki i stoły, a wy wszystko zniszczyliście!
- My nic nie zrobiliśmy. - powiedział Percy.
- Jak to nic?!
- Po prostu, każdy miał inny pomysł co ma gdzie stać. - rzucił lekceważąco Luke.
- Już się nie złość Eri. Za chwilę to naprawimy.
- No, ja myślę Nico. I nie za chwilę, tylko teraz. Chodź Nina, idziemy sprawdzić jak idzie robienie tortu. Ale jak wrócimy to chce tu mieć porządek.
W kuchni syn Dionizosa właśnie kończył dekorować tort, a pomagały mu dzieci Demeter. Gdy ponownie przechodziłyśmy koło miejsca gdzie miała odbyć się impreza Percy, Luke i Nico doprowadzali wszystko do porządku.
- Wiesz co Nin, chodźmy nad jezioro, mamy jeszcze z 20 minut.
- Jak chcesz, mi to obojętne.
Siedziałyśmy na plaży i gadałyśmy. Pokazywałam jej również co potrafię zrobić jako córka Posejdona. Gdy nadszedł czas ruszyłyśmy w stronę ogniska. Byli tam już wszyscy Zostawiłam tam Ninę.
- Bądźcie teraz cicho. Idę po Daniela. - powiedziałam do nich.
Chwilę później weszłam do domku.
- Hej Daniel.
- Cześć słońce.
Siedział w salonie i polerował miecz.
- Chodźmy się przejść. - poprosiłam.
- Teraz? - na widok mojej proszącej miny, powiedział – No, dobra idziemy. A tak w ogóle to ślicznie wyglądasz.
- Dziękuję.
Ruszyliśmy w stronę ogniska. Nagle wszyscy wyskoczyli wołając:
- Niespodzianka! Wszystkiego najlepszego!
- O rety. Dzięki. - powiedział zaskoczony chłopak.
I tak rozpoczęła się nasz impreza-niespodzianka. Na początku jedliśmy tort i wręczaliśmy Danielowi prezenty. Rozpakowanie prezentów zostawił sobie na koniec. Bawiliśmy się świetnie. Tańczyliśmy, organizowaliśmy konkursy i śpiewaliśmy na karaoke. Nagle zauważyłam, że Daniel zniknął. Postanowiłam pójść go poszukać.

***

Siedziałam na tej samej kłodzie na granicy lasu, co w trakcie bitwy o sztandar. Źle się czułam na tej imprezie, ponieważ nikogo jeszcze nie znałam. Miałam nadzieję, iż niedługo będzie lepiej. Nagle usłyszałam za sobą odgłosy kroków. Odwróciłam się, za mną stał Daniel.
- Co jest Nina? Czemu nie jesteś ze wszystkimi?
- Czuje się tam głupio. Większości osób nawet nie znam.
- Mnie znasz. To nie wystarcza?
Uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił gest siadając obok mnie. Spojrzał na mnie z czułością. Zdziwiło mnie to tak samo jak to, że usiadł tak blisko.
- Wiesz Nina. Jesteś najpiękniejsza na świecie.
- Przesadzasz. - zarumieniłam się na dźwięk tych słów.
- Nie, mówię serio. Jesteś cudowną dziewczyną.
- Nie taką jak Eri. Ona jest dużo ładniejsza ode mnie.
- Nie dla mnie.
- Jak możesz tak mówić? Przecież to twoja dziewczyna.
Mimo że było to bardzo miłe, denerwowało mnie to, iż tak odniósł się do dziewczyny, którą zdążyłam polubić. Wstałam i chciałam odejść, ale złapał mnie za rękę.
- Nina, czekaj. To nie o to chodzi. Ja kocham Eri, ale jest w tobie coś takiego co mnie pociąga. I mimo że ją kocham, podobasz mi się.
Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Po raz pierwszy ktoś coś takiego mi powiedział. I to w dodatku chłopak Eri, którą mogłam nazwać swoją przyjaciółką.
- Wracamy na imprezę? - głos Daniela wyrwał mnie z zamyślenia.
Uśmiechnęłam się.
- Tak. - odpowiedziałam wstając.
Gdy dochodziliśmy do ogniska Daniel lekko chwycił mnie za rękę.
- Pamiętaj. Jesteś śliczna. - powiedział z uśmiechem i do mnie mrugnął – I się nie przejmuj, że na razie nikogo nie znasz. Też tak miałem. A teraz szybko się zmyję. Eri pewnie mnie już szuka, a nie chcę, żeby przestała cię lubić. - dodał odchodząc.

***

Nie mogłam znaleźć Daniela. Pomyślałam, że pewnie poszedł na chwilę do domku i postanowiłam wrócić na imprezę. Gdy zbliżałam się do ogniska zauważyłam dwie osoby. Po chwili zorientowałam się, że to Daniel, ale nie mogłam rozpoznać dziewczyny, z która rozmawiał, więc postanowiłam od razu go o to zapytać. Nie zastanawiając się długo ruszyłam za nim w stronę ogniska.
- Daniel! - zawołałam.
Odwrócił się natychmiast.
- Eri. Co się stało?
- Nic. Raczej chcę wiedzieć z kim ty gadałeś. - powiedziałam.
- Jaka ty zazdrosna. - uśmiechnął się – Z Niną. Nie chciałem, żeby ktoś był smutny na moim przyjęciu. - dodał zanim zdążyłam cokolwiek wtrącić.
Postanowiłam przyjąć te wyjaśnienia. To do niego pasowało: martwić się , że ktoś jest smutny. I chyba bym o tym zapomniała, gdyby nie to że do końca przyjęcia ciągle był przy niej. Irytowało mnie to, iż więcej czasu spędzał z nią niż ze swoją dziewczyną. Miejmy nadzieję, że to tylko dlatego, iż ona jest nowa.
- Er, co z tobą? - nagle usłyszałam za sobą.
- Luke mówiłam ci, że masz tak na mnie nie mówić. A u mnie wszystko dobrze.
- Mówiłaś, ale ja lubię cie tak nazywać. Chodź do nas, zorganizowałaś super zabawę, a nie bierzesz w niej udziału.
- Bo się martwię.

- Ale o co? Coś się dzieje?
- A co ciebie nagle interesuje moje życie?! - wybuchłam.
Luke cofnął się zaskoczony, ale po chwili znów się odezwał:
- Er, proszę uspokój się. Jesteśmy przyjaciółmi i się po prostu martwię o ciebie.
Nagle zaczęłam płakać. Chłopak bez zastanowienia przytulił mnie do siebie.
- Bo chodzi o to, - łkałam – że Daniel już mnie chyba nie kocha. Cały dzień kręcił się dzisiaj wokół Niny.
- To pogadaj z nim o tym.
- Próbowałam, ale on powiedział, że jestem po prostu zazdrosna, a on chciał tylko pomóc jej się odnaleźć.
- A może to prawda, a ty przesadzasz?
- No, może, ale nie wydaje mi się.
- Er, co ma być to będzie. Nie myśl o tym teraz. Wróćmy na imprezę i bawmy się dobrze.
- Dzięki, że mnie pocieszasz Luke.

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 1 cz. 1

Rok później
Dzisiaj urodziny mojego chłopaka! Jak ja się cieszę. W dodatku z tej okazji odbędzie się bitwa o sztandar! Bitwa o sztandar to najlepsza rzecz na obozie. Muszę tylko jeszcze iść po prezent dla niego.” Zaczęłam chodzić po obozie szukając Grover'a.
- Hej Grover! - zawołałam, gdy zobaczyłam przyjaciela.
- O, hej Eri. - odpowiedział, podchodząc do mnie.
- Mam do ciebie prośbę.
- A jaką to prośbę może mieć do mnie córka bogów?
- No, weź. Ile razy mam cię jeszcze przepraszać za tamto? Przyznaję się, nie miałam racji. Teraz lepiej?
- No dobra, wybaczam ci. Ale co to za prośba?
- Muszę iść do świata śmiertelników. Chce kupić prezent dla Daniela.
- No i?
- Czy możesz iść ze mną? Samej mnie nie puszczą, a ty jesteś opiekunem.
- No, nie wiem. Czy to będzie bezpieczne? W końcu jesteś teraz śmiertelna, a jednocześnie jesteś boginią. Zło nigdy nie śpi.
- Proszę! Kupię ci puszki!
- Zgoda, ale przynajmniej 12.
- Możesz dostać i 36. Dziękuję.
- Idziemy od razu?
- No coś ty? Mam wyjść tak ubrana? Bez torby? - obruszyłam się.
- Dobra, dobra, już się nie denerwuj. To kiedy?
- Za dwie godziny widzimy się koło bramy?
- Jeżeli zdążysz. Wystarczą ci 2 godziny?
- Nie nabijaj się ze mnie. Zdążę na pewno.
Szybko ruszyłam do domku. Obawiałam się że spotkam tam Daniela, ale akurat wyszedł z domu. Cieszyłam się że mam własne mieszkanie. Pamiętam jak je budowali. To było niedługo po moim przyjeździe na obóz. Na początku mieszkałam z Percy'm w domku Posejdona, lecz chłopak za długo ze mną nie wytrzymał. Denerwowało go to, że wszędzie walały się moje ciuchy i cały czas narzekałam. Zbuntował się i koniec końców dostałam własny domek. A później przyjechał Daniel, wprowadził się do mnie, a mój domek zrobiono 21 – domkiem bogów. Na szczęście ten dom był większy i była w nim garderoba, więc moje rzeczy nie były już porozrzucane. Nie byłam zadowolona, gdy dowiedziałam się, że z racji pochodzenia Daniela przeniesiono z Hermesa do mnie, ale cóż. Teraz mnie to cieszy. Mieszkam ze swoim chłopakiem, jesteśmy sami i mamy cały domek dla siebie.
Szybko weszłam na strych. Otworzyłam drzwi do swojej garderoby i zaczęłam szukać czegoś odpowiedniego. Wreszcie zdecydowałam się na czarne rurki, niebieską koszulę i szare trampki. Wzięłam też niebieską torbę, do której wrzuciłam ciemne okulary, portfel i pożyczony (bez wiedzy właściciela) długopis – miecz Percy'ego. Ponieważ zostało mi jeszcze 40 minut postanowiłam zejść do kuchni i coś przekąścić. Po raz kolejny bardzo ucieszyłam się z faktu, że 21 jest inna od wszystkich domków i mam tu własną kuchnię, salon, pokój i garderobę. Miałam nawet własną stajnie, w której mieszkał mój pegaz, którego dostałam na 14 urodziny od Percy'ego i Nicka. W szafce znalazłam zapas ambrozji, więc się poczęstowałam nią. Smakowała jak lody wiśniowe. Później wyszłam z domku i ruszyłam na miejsce spotkania. Po drodze spotkałam Annabeth.
- Cześć Eri. Dokąd idziesz?
- Do bramy. Umówiłam się tam z Groverem.
- A po co?
- To tajemnica. Powiem ci tylko tyle, że chodzi o prezent dla Daniela.
- Jak chcesz. Do zobaczenia później.
- Pa. - patrzyłam za oddalającą się dziewczyną.
Niby jest moją siostrą, ale jeżeli chodzi o wygląd to nie jesteśmy za bardzo podobne. No, poza jednym szczegółem – obie mamy długie blond włosy. Co innego charakter, ten mamy w miarę podobny, a w walce na miecze jej dorównuję, a może nawet jestem lepsza.
Grover już na mnie czekał.
- No już jesteś, myślałem że zapomniałaś.
- W życiu. Muszę kupić ten prezent.
- W takim razie chodźmy, bo się spóźnimy na grę.
Ruszyliśmy w stronę miasta. Po jakiś 20 minutach byliśmy na miejscu. Byłam bardzo zaskoczona.
- Jakieś małe to miasto. - powiedziałam do towarzysza.
- To tylko przystanek. Załapiemy stąd samolot do Nowego Jorku. Nigdy nie byłaś poza obozem?
- Odkąd tu mieszkam to nie. Czy lot jest dobrym pomysłem? - zapytałam myśląc o tym że jako córka Posejdona raczej nie powinnam wkraczać na tereny Zeusa.
- A czemu miał by nie być? Zeus nic nam nie zrobi. Jemu zależy na Danielu, a ty jesteś jego dziewczyną. On by bardzo przeżywał gdyby coś ci się stało, a już zwłaszcza z ręki jego własnego ojca.
- A wiesz, że chyba masz rację... - spojrzałam na Grovera, ciekawa jak zareaguje.
Na chwilę zaniemówił.
- Ty mi przyznałaś rację!?
- No na to wygląda. - uśmiechnęłam się.
- Czym sobie na to zasłużyłem? – zażartował.
- A może po prostu powiedziałeś coś mądrego? - również zażartowałam.
Grover pokręcił głową.
- W sprzeczce nigdy cie nie pokonam. Za szybo myślisz. Ale chodźmy, musimy się pośpieszyć.

***

Moje kroki wybijały równy rytm. Niespokojnie zerknęłam przez ramię. Ten pies się na mnie normalnie uwziął! Biegnie za mną już chyba 20 minut. I co gorsza jest coraz bliżej! Ostro skręciłam w prawo. W następną uliczkę znowu skręciłam, miałam nadzieję, że uda mi się zgubić tego psa. Wiedziałam, że muszę dostać się do centrum. Może tam mi ktoś pomoże. Docierając do swojego celu byłam okropnie zmęczona, ale zauważyłam, że na ulicach nie ma ludzi. Wiedziałam, że daleko już nie ucieknę, ale wtedy otworzyły się drzwi pobliskiego sklepu. Wyszła stamtąd dziewczyna, zaraz za nią pojawił się chłopak. Krzyknął ostrzegawczo, ale pies już ich zauważył. Dziewczyna nagle zaczęła czegoś szukać w torbie. Natomiast chłopak mi się przyglądał. Odniosłam wrażenie, że mi pomogą. Nie wiedziałam dlaczego, ale byłam o tym przekonana. Rzeczywiście dziewczyna szykowała się do zaatakowania psa. Ale gdyby wcześniej ktoś mi powiedział co się potem stanie to bym mu nie uwierzyła. Długopis, który dziewczyna trzymała w ręce zamienił się nagle w miecz. Chłopak szybko wziął mnie za rękę i kazał mi się ukryć w pobliskim sklepie, ale żebym nikomu nic nie mówiła. Byłam zaskoczona, ale zarobiłam to o co mnie prosił. Chłopak szybko ruszył na pomoc swojej towarzyszce. Całą walkę obserwowałam przez szklane drzwi. Wszystko zajęło jakiś kwadrans. Po chwili, od momentu, gdy pokonali tego psa, wszystko wróciło do normy. Na ulicy znowu pojawili się ludzie. Dziewczyna skinęła na mnie, że mogę wyjść ze sklepu.
- Cześć, jestem Eri. - uśmiechnęła się wyciągając rękę.
- Nina. - również się uśmiechnęłam.
- To jest Grover. - pokazała na chłopaka, który również się uśmiechnął. - Wiesz co, chodź z nami. Pokażemy ci coś.

***

Przyglądała się nieznajomej. Byłą wysoka i miała długie brązowe włosy. Jej oczy przypominały toń oceanu.
- Kim jesteście? - zapytała cicho.
- Tak jakby ludźmi.
- Że co??
- Ale co co?
- A ty kim jesteś Nina? - wtrącił się Grover.
- Człowiekiem.
- Pytam serio.
- Ale co chcesz wiedzieć. Ile mam lat? Jak chodzi o rodziców to pytaj wprost. - zdenerwowała się.
- Możesz powiedzieć wszystko po kolei.
- Mam 16 lat... Właściwie to mojego taty nigdy nie znałam, ale moja mama mówiła, że znała go tylko przez kilka miesięcy, potem zniknął. Pół roku temu moja mama zginęła w wypadku samochodowym.
Grover spojrzał na mnie. Nie wiedział co powiedzieć.
- Gdzie mieszkasz? - zapytał w końcu.
- Hmmm... Może to nieważne. Żałuję, że wam tyle powiedziałam.
- Chcesz jechać z nami?
- Tak, chcę stąd uciec.
Żadne z nas nie zapytało dlaczego. A wiedziałam, że Grover jest pewny, iż Nina jest herosem.
- To idziemy. I tak zaraz spóźnimy się na samolot.
Ruszyliśmy szybko przed siebie. Zastanawiało mnie skąd wziął się ten pies. Jedno jest pewne: to nie było zwykłe zwierze. Tylko skąd się wzięło?